Zostałam sama w pustym kościele,
Spóźnione echo tańczyło po kątach,
Krwawiąca dusza w nieruchomym ciele
Nie chciała dłużej zostać.
Święte twarze ze świętych obrazów
Patrzyły na mnie wymownie.
Nie mogłam poznać ich wyrazu
Czy te oczy mówiły do mnie?
I nagle spadł dźwięk, mi na głowę,
Trzasnęły drzwi, stanął w nich człowiek.
Poczułam powietrze, czyste, nowe
Pachnące nocą, jakby deszczowe.
Uklękła postać w pustym rogu
Nie wiem kto to mógł być...
Poczułam czyjaś obecność i znowu
Coś kazało mi żyć.
Nie znalazłam żadnej odpowiedzi,
Właściwie nie stało się nic.
Myśli nikły wśród szeptów pacierzy
O posadzkę uderzyły łzy.
Coraz więcej ludzi i jeden cień, może anieli...
Minuty powoli zmieniały się w dni
Powietrze drżało od nadziei.