"Nothing" uchodzi za najbardziej kontrowersyjny krążek Meshuggah, który swego czasu zebrał tyleż samo pozytywnych co negatywnych opinii. Zarówno "Destroy Erase Improve" jak i "Chaosphere" były świetnymi wydawnictwami, ale swoją drogą między wydaniem "Nothing" a poprzedniej płyty minęły aż cztery lata, toteż ciekawym było jaki dalszy progres poczyni zespół.
Kolejnymi charakterystycznymi elementami wydawnictwa jest raczej wolne, kroczące tempo i po raz wtóry kosmicznie wykręcony rytm. Płyta jest generalnie bardziej bezpośrednia niż poprzedniczki, bardziej przejrzysta i łatwiej jest zauważyć wszelkie smaczki i niuanse. Swoją drogą - wydaje mi się, że na "Nothing" jest ich trochę mniej - partie perkusyjne Tomasa Haake są bardziej "poukładane" i bardziej rytmiczne, a solówki gitarowe mniej udziwnione i nieco bardziej klasyczne - tylko nieco, gdyż dalej jest sporo udziwnień. Na tym muzycznym tle wokal Jensa Kidmana wydaje się być bardziej agresywny, momentami odnieść można nawet wrażenie, że wchodzimy w pewne death metalowe schematy.
"Nothing" jest moim zdaniem bardzo udanym krążkiem, ukazującym rozwój zespołu. Pewne uproszczenie stylu i bezpośredniość wyszła zespołowi na dobre, pozwalając muzyce być bardziej klarowną, a jednocześnie pozostać bardzo techniczną. Fakt, że muzycznie album wydaje się być odrobinę monotonny, a wszelkie smaczki są podane i raczej nie musimy się ich doszukiwać, też można potraktować na plus - "Nothing" jest bowiem bardzo mądrze skomponowany, okraszony świetną produkcją i pod pewnymi względami może być łatwiej przyswajalny niż inne wydawnictwa grupy.
Wydawca: Nuclear Blast Records (2002)