Amy Winehouse nie żyje. Strona: 3

Dodano: 2011-07-26 01:26

SanguineVenari napisał(a):
Oddziaływanie showbiznesu ? To mit, racja. Wokół nie brakuje ludzi, którzy chcą przeżyć życie na skróty, a sławami nie są. Każdy jest narażony na naciski, nietolerancję, samotność, niezrozumienie.

Piszesz tak jakby zażywanie było spowodowane tylko przez nieszczęście. To nie prawda. Czasem może chodzić o intensywniejsze przeżycie. Nie przejście na skróty.
O efekt flashu.
Czasem świadomie - o autodestrukcję.
Desperados. Czasem tak się żyje.


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2011-07-26 19:16

Mniejsza o jakąś ćpunkę, czy o kogokolwiek tak lichego, że potrzebuje sztucznych rajów by przeżywać się niebanalnie. Beethoven nadal nie żyje, tak samo jak Mahler, Schumann czy Rachmaninov. To jest dopiero przykre.


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


Dodano: 2011-07-26 19:27 Zmieniono: 2011-07-26 19:28

Durante napisał(a):
Mniejsza o jakąś ćpunkę, czy o kogokolwiek tak lichego, że potrzebuje sztucznych rajów by przeżywać się niebanalnie. Beethoven nadal nie żyje, tak samo jak Mahler, Schumann czy Rachmaninov. To jest dopiero przykre.


Ale zauważmy , że tak do końca niewiadomo z jakiego powodu zaczęła brać jakie miała problemy- może rodzinne, miłosne to był też człowiek - kobieta młoda 27 letnia, pod presją, może problemy rodzinne + show biznes to dla niej za dużo było, nie dawała rady- nie miałą pewnie nawet czasu na zastanowienie się nad życiem. Także nie znając przyczyny jej zaćpania - nie oceniałbym jej po prostu.



Dodano: 2011-07-26 19:38 Zmieniono: 2011-07-26 19:57



Umówmy się, że mój poprzedni post atakował jakiekolwiek heroizowanie czy nadawanie piętna wzniosłej tragedii narkomanom (czy nawet jakiejś nostalgicznej nuty), choć przecież nie wyklucza to jakiegoś współczucia, o którym Ty z kolei mówisz; zawsze niefajnie, jak ktoś marnie kończy, z różnych powodów; no ale "so it goes".


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


Summing it all Dodano: 2011-07-26 20:34

Durante napisał(a):

Umówmy się, że mój poprzedni post atakował jakiekolwiek heroizowanie czy nadawanie piętna wzniosłej tragedii narkomanom (czy nawet jakiejś nostalgicznej nuty), choć przecież nie wyklucza to jakiegoś współczucia, o którym Ty z kolei mówisz; zawsze niefajnie, jak ktoś marnie kończy, z różnych powodów; no ale "so it goes".

Otóż to... AW weszła niepostrzeżenie i stopniowo w spiralę śmierci i niestety skończyła ze sobą: najpierw artystycznie, na oczach publiczności, potem dosłownie, w czterech ścianach.
Były przypadki w show-biz, że ludzie siłą woli i poprzez terapie wychodzili z silnych uzależnień(Clapton, Gahan, Davis) i szczęśliwie powracali do równowagi. Są też i tacy, którzy pewnie do końca dojadą na tym wybuchowym paliwie (Keith Richards, Jan Bo) trzymając równocześnie z większym lub mniejszym trudem artystyczny poziom.
Przypadek AW pokazuje jednak jak niebezpieczna jest gra z tym Demonem, jak łatwo i szybko w warunkach życia artysty zamienia się on ze sługi w bezwzględnego pana. W sumie - ta śmierć jest także ku przestrodze...


Do not quote - think for yourself


Dodano: 2011-07-26 20:41

Durante napisał(a):
Mniejsza o jakąś ćpunkę, czy o kogokolwiek tak lichego, że potrzebuje sztucznych rajów by przeżywać się niebanalnie. Beethoven nadal nie żyje, tak samo jak Mahler, Schumann czy Rachmaninov. To jest dopiero przykre.

Oj Durante, nie sądziłem, że możesz tak lecieć po pozorach

Lupp napisał(a):
Były przypadki w show-biz, że ludzie siłą woli i poprzez terapie wychodzili z silnych uzależnień(Clapton, Gahan, Davis) i szczęśliwie powracali do równowagi

No tak, z tym że Miles właściwie do końca życia brał kokę - może nie w jakiś ogromnych ilościach, ale jednak.


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2011-07-26 20:59 Zmieniono: 2011-07-26 21:02

Ot, irytuje mnie płocha poezja modernistycznego blagierstwa przy okazji jakichkolwiek westchnień na dramatycznym losem "desperadosów".

O jakich "pozorach" mówisz?


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


Dodano: 2011-07-26 21:59

Też mnie denerwuje dramatyzowanie losu desperados, tym bardziej że nie jest dramatyczny - jest świadomym wyborem, a nie przymusem. Zapewniam Cię że nikt kto - nie będąc lichym człowiekiem - żyje w ten sposób, nie będzie martyrologizował swojej egzystencji.

Natomiast lekkomyślne wydaje mi się stwierdzenie: "kogokolwiek tak lichego, że potrzebuje sztucznych rajów by przeżywać się niebanalnie", bo całe jest tak nasycone pejoratywem, że właściwie ewentualny sprzeciw jest zduszony w zarodku, i niemożliwy, no bo przecież "tylko marna jednostka będzie szukać intensywnych doznań w czymś innym niż własny intelekt ( czy też inny dopuszczany przez Ciebie ekwiwalent )".

Ekstrapolowałeś swoją wizję osoby biorącej tworząc tym samym, jakiś model ogólny, co wydaje mi się - jak na Ciebie - płoche.


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2011-07-26 22:00

SanguineVenari napisał(a):
[quote:06cb270856="szarl"]Eee, przestańcie już opowiadać, o szkodliwości narkotyków, czy złym oddziaływaniu showbiznesu. Zdecydowana większość narkotyków nie jest bardziej szkodliwa niż tak przecież uwielbiany wśród wszystkich warstw społecznych na zachodzie alkohol. I to wcale nie jest tak, że ktoś ćpa i to go unieszczęśliwia. Jeśli uzależniony ma pieniądze na narkotyki, to prawdopodobnie jest SZCZĘŚLIWY. Jak ktoś na prawdę chce rzucić, a jest nawet w bardzo silnym nałogu, to rzuci, jeśli mówi że chce rzucić a nie daje rady, to oszukuje - nie chce, albo nie chce dostatecznie mocno.

Tak się żyje.
Ostatnio czytałem o Joe Maninim, obiecującym saksofoniście lat 60-tych. Nie zginął od dragów, mimo że garował ostro. Strzelił sobie w łeb podczas partii Rosyjskiej Ruletki. Tak się czasami żyje. Na granicy.




Nie wiem, czy u narkomanów można mówić o "szczęściu", raczej o satysfakcji i stanie błogości, jeśli głód zostanie zaspokojony. Alkohol? Oczywiście, że jest gorszy, bo jest dostępny, w miarę tani i legalny, a upijanie się do nieprzytomności jest powszechne. Narkotyki? Przecież nikt nie zaczyna od heroiny czy kokainy. Ceny za jedna działkę są ogromne. Na pierwszy ogień idą miękkie. Niektórzy przy tym pozostają, a niektórzy wspinają się po szczeblach narkomańskiej kariery.Czy w bardzo silnym nałogu można rzucić? Oczywiście. Z tymże bardzo często wraca się szybciej niż by się przewidywało. Samo odstawienie twardych równa się okropnym katuszom, które mało kto znosi. Spranie mózgu dragami nie ułatwia sprawy. Oddziaływanie showbiznesu ? To mit, racja. Wokół nie brakuje ludzi, którzy chcą przeżyć życie na skróty, a sławami nie są. Każdy jest narażony na naciski, nietolerancję, samotność, niezrozumienie.[/quote:06cb270856]

W Stanach kokaina jest bardzo popularna, zwłaszcza wśród ludzi showbiznesu. A że droga?
Ok, ale tym bardziej jest to ekscytujące i o ironio przyczynia się do popularności tego narkotyku. Ten sposób myślenia - "dobra, zarabiam teraz kupę kasy, stać mnie na to,więc jestem kimś". A to myślenie zgubne.

Zresztą ja uważam, że to jest właśnie dowód na to, że ludzie z nudów - bo powiedzmy sobie szczerze, że artyści się nie przepracowują - i z nadmiaru pieniędzy, doprowadzają się do stanu wyniszczenia i samodestrukcji.
Po prostu - nadmiar szkodzi, a nawet zabija. We wszystkim.



Dodano: 2011-07-26 22:30

szarl napisał(a):

Piszesz tak jakby zażywanie było spowodowane tylko przez nieszczęście. To nie prawda. Czasem może chodzić o intensywniejsze przeżycie. Nie przejście na skróty.
O efekt flashu.
Czasem świadomie - o autodestrukcję.
Desperados. Czasem tak się żyje.



Masz rację. Choćby ecstasy na imprezie, czy ayahuasca u Indian. Przepraszam za uogólnianie. Zapomniałam dodać zwykłe wiejące nudą życie.




Durante napisał(a):

Umówmy się, że mój poprzedni post atakował jakiekolwiek heroizowanie czy nadawanie piętna wzniosłej tragedii narkomanom (czy nawet jakiejś nostalgicznej nuty), choć przecież nie wyklucza to jakiegoś współczucia, o którym Ty z kolei mówisz; zawsze niefajnie, jak ktoś marnie kończy, z różnych powodów; no ale "so it goes".



Popieram Durante. Czy jak ktoś zobaczy brudną, śmierdzącą pijaczkę/ narkomankę to płacze nad jej losem? Raczej patrzy nań z pogardą. Takie wybiórcze współczucie.



Coraz wyżej... Dodano: 2011-07-26 23:58

szarl napisał(a):
Też mnie denerwuje dramatyzowanie losu desperados, tym bardziej że nie jest dramatyczny - jest świadomym wyborem, a nie przymusem. Zapewniam Cię że nikt kto - nie będąc lichym człowiekiem - żyje w ten sposób, nie będzie martyrologizował swojej egzystencji.

Natomiast lekkomyślne wydaje mi się stwierdzenie: "kogokolwiek tak lichego, że potrzebuje sztucznych rajów by przeżywać się niebanalnie", bo całe jest tak nasycone pejoratywem, że właściwie ewentualny sprzeciw jest zduszony w zarodku, i niemożliwy, no bo przecież "tylko marna jednostka będzie szukać intensywnych doznań w czymś innym niż własny intelekt ( czy też inny dopuszczany przez Ciebie ekwiwalent )".

Ekstrapolowałeś swoją wizję osoby biorącej tworząc tym samym, jakiś model ogólny, co wydaje mi się - jak na Ciebie - płoche.

Jestem zbudowany głębią dociekań tutejszych... Powoli, ale w dającym się zaaproksymować i ciekawym kierunku zmierza ta dyskusja. Niestety, nie ma prostych diagnoz ani jednoznacznych potępień, gdy w grę wchdzi żywy człowiek. Kiedy Moby napisał na MySpace, że jest zdegustowany występem AW w Belgradzie, odpowiedziałem, że wolę jej mamrotanie i walkę na scenie - przynajmniej prawdziwe- od wymęczonego show Lady Gagi.


Do not quote - think for yourself


Dodano: 2011-07-27 00:01 Zmieniono: 2011-07-27 00:02

@szarl, kotku, ekstrapolacja zasygnalizowana byłaby jakimkolwiek *operatorem generalizującym*, pejoratywność natomiast na pewno nim nie jest. Model ogólny? Mam zamieścić w podpisie informację o moich relatywistycznych skłonnościach? Przecież - nie mówię o narkomanii jako o problemie społecznym.

Martyrologia tu nie ma nic do rzeczy, czy cokolwiek z tego, co wymieniłeś; chodzi o cały sos patosu artysty ginącego w oparach własnych narkotycznych uniesień, podłapywanych przez westchnienia do głębi czy tajemnych prawd tego pięknie konającego egzemplarza człowieka, przez złaknionych podniet admiratorów fascynujących, profundycznych światów, które noszą w sobie ci wyjątkowi; nawet jeśli to, o czym teraz mowa przejawia się w nostalgicznym westchnieniu.

Jakiekolwiek branie świadczy o potrzebie przeżycia czegoś "granicznego" (nie w sensie jasperowskim), o jakimś nienasyceniu, którego nie można przezwyciężyć bez niczego ingerującego i psychoaktywnego. I tak, mówię raczej o marnych, współczesnych dekadenckich popłuczynach, a NIE O KAŻDYM, kto ćpa/ćpał/ćpać będzie, innymi słowy rysuję pewien typ ustosunkowywania się do wiadomych substancji i ich zażywania, nie podając kryteriów uniwersalnych, cech kluczowych, zakresu, algorytmu konkretnej aplikacji, etc, więc NIE mamy do czynienia z niczym, co chciałoby być modelem ogólnym.

I tak właśnie jest, że dla mnie intelekt jest najwyższą instancją w twórczości, zdolny autonomicznie zawrzeć swoją potęgę w tym, co wytwarza, bez rozkołysanych uczuciątek, owego "ciepełka z obory", bez alteracji przekłamujących autentyczność sił, które ktoś w sobie posiada i które może wykorzystywać. Bez blag i sentymentalnych omamień.

I cóż, że pierwsze branie było dobrowolne, skoro w pewnym momencie błogość sztucznych rajów staje się nieodzowna? I tak, oczywiście, jedni uzależniają się prędzej, inni później, inni kontrolują to, inni nie (wymieniam dla formalności). I znowu - martyrologia nie ma tu nic do rzeczy, chodzi wyłącznie o pewną składową mitu artysty, który to jest wyłącznie próżniaczą grandą rozedrganych tęsknot za efemerydami jakichkolwiek głębi, czy cudownych światów, rojonych sobie przez niezdolnych do wielkości poza wyizolowanymi warunkami własnego znudzeni, pojęciowych chałturników.


...

Drogie dzieci - nie grzejemy carlosa ani innych kompocików (są jeszcze w obiegu?), tylko czytamy książki, rozwijamy się, o!, samodzielnie, bez ryzykowania psychicznych pułapek, mogących wystąpić w razie utraty samokontroli. Nietęgi Wujek-Moralista życzy dobrej nocy.


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


Dalej w górę... Dodano: 2011-07-27 00:07

Durante napisał(a):

...I tak właśnie jest, że dla mnie intelekt jest najwyższą instancją w twórczości, zdolny autonomicznie zawrzeć swoją potęgę w tym, co wytwarza, bez rozkołysanych uczuciątek, owego "ciepełka z obory", bez alteracji przekłamujących autentyczność sił, które ktoś w sobie posiada i które może wykorzystywać. Bez blag i sentymentalnych omamień.

I cóż, że pierwsze branie było dobrowolne, skoro w pewnym momencie błogość sztucznych rajów staje się nieodzowna? I tak, oczywiście, jedni uzależniają się prędzej, inni później, inni kontrolują to, inni nie (wymieniam dla formalności). I znowu - martyrologia nie ma tu nic do rzeczy, chodzi wyłącznie o pewną składową mitu artysty, który to jest wyłącznie próżniaczą grandą rozedrganych tęsknot za efemerydami jakichkolwiek głębi, czy cudownych światów, rojonych sobie przez niezdolnych do wielkości poza wyizolowanymi warunkami własnego znudzeni, pojęciowych chałturników.


...

Drogie dzieci - nie grzejemy carlosa ani innych kompocików (są jeszcze w obiegu?), tylko czytamy książki, rozwijamy się, o!, samodzielnie, bez ryzykowania psychicznych pułapek, mogących wystąpić w razie utraty samokontroli. Nietęgi Wujek-Moralista życzy dobrej nocy.

Ależ oczywiście, intelekt vs sztuczne raje ...powinien zwyciężać, tyle, że praxis jest inna, niestety. Jako rzekł Bertolt Brecht: "Człek jest bardziej skłonny ku dobru, niż złu, ale warunki nie sprzyjają mu"
Anton Webern mówił że poszukuje w muzyce ekstazy logiki. W tej antynomii zawiera się całe piekło i niebo procesu twórczego... Z pozdrowieniem


Do not quote - think for yourself


Dodano: 2011-07-27 00:11

Anton Webern <3 Może jakiś temat o muzyce atonalnej? :D I ja pozdrawiam. :)


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


Chyba zboczyliśmy... Dodano: 2011-07-27 00:20

Durante napisał(a):
Anton Webern <3 Może jakiś temat o muzyce atonalnej? :D I ja pozdrawiam. :)

Jak najbardziej, tylko na pewno nie w wątku związanym z ś.p. AW, no i żeby nie poszło w zbyt specjalistycznym kierunku, bo o dodekafonii, atonalności, nowym modalizmie można bez końca, ale żeby ludzie tutaj nas na stosie nie spalili :)


Do not quote - think for yourself


Chyba zboczyliśmy... Dodano: 2011-07-27 14:21 Zmieniono: 2011-07-27 15:02

Szanowni Panowie - zaczynacie powoli się zapętlać w rozważaniach. Wasze wywody, choć ciekawe, gubią się w dziwnym popisie umiejętności oratorskich (nie do końca jeszcze opanowanych)
Jeśli chcecie wykreować się na forumowych mędrców, nawiązujących w swoich rozważaniach do filozofii i innych nauk, to słusznie byłoby wybrać mniej pompatyczny styl przekazywania informacji.

PS. 1 Na stosie was chyba nikt nie spali, aż tak źle z wami nie jest

PS. 2 - słowo "mędrzec" nie zostało broń boże użyte w kontekście obraźliwym (choć ciut ironicznie)


pornografia: http://staryzgred1979.blox.pl/html pornografia w star treku: http://ksiazkimojegodziecinstwa.blox.pl/html


Dodano: 2011-07-27 18:41

Durante napisał(a):
ekstrapolacja zasygnalizowana byłaby jakimkolwiek *operatorem generalizującym*, pejoratywność natomiast na pewno nim nie jest.

Oto i pan operator generalizującej koparki ekstrapolacji
Durante napisał(a):
Mniejsza o jakąś ćpunkę, czy o kogokolwiek tak lichego, że potrzebuje sztucznych rajów by przeżywać się niebanalnie.


Durante napisał(a):
Model ogólny? Mam zamieścić w podpisie informację o moich relatywistycznych skłonnościach?

Relatywizm, relatywizmem, ale tkżoak i nihilistom przydarzy się ouogólniająca wpadka

Durante napisał(a):
Martyrologia tu nie ma nic do rzeczy, czy cokolwiek z tego, co wymieniłeś; chodzi o cały sos patosu artysty ginącego w oparach własnych narkotycznych uniesień, podłapywanych przez westchnienia do głębi czy tajemnych prawd tego pięknie konającego egzemplarza człowieka, przez złaknionych podniet admiratorów fascynujących, profundycznych światów, które noszą w sobie ci wyjątkowi; nawet jeśli to, o czym teraz mowa przejawia się w nostalgicznym westchnieniu.

Durante, ale ten pełen patosu martyrologiczny sos, nie artyści sobie ważą ( chyba że mamy do czynienia z takimi manipulatorami, jak Dali, czy Smutny Szatan ), lecz pani Krysia kucharka z Warszawskiej Pragi do spółki z panią Stenią będące wiecznie niesytymi, bez przerwy pragnącymi... nowych showbiznesowych plotuś i ploteczek.

Durante napisał(a):
I tak właśnie jest, że dla mnie intelekt jest najwyższą instancją w twórczości, zdolny autonomicznie zawrzeć swoją potęgę w tym, co wytwarza, bez rozkołysanych uczuciątek, owego "ciepełka z obory", bez alteracji przekłamujących autentyczność sił, które ktoś w sobie posiada i które może wykorzystywać. Bez blag i sentymentalnych omamień.

Mylisz pojęcia. Jasne, że to intelekt odpowiada za całą twórczość artystyczną, ubierającą emocje, myśli( czy cokolwiek artysta chce wyrazić ) w formy, i to nie ulega wątpliwości. Chyba nikt nie stwierdzi: "wypalę jointa, będę super artystą". To tylko forma zabawy, odreagowywanie, radzenia sobie z cierpieniem ( nie doszukuj się tu etosu artysty cierpiącego ).

Durante napisał(a):
@szarl, kotku,

Zaczynam się bać ;>

Lupp napisał(a):
Jako rzekł Bertolt Brecht: "Człek jest bardziej skłonny ku dobru, niż złu, ale warunki nie sprzyjają mu"

Haha, doskonałe ;>!! Ustawię to sobie jako motto!


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2011-07-27 23:45

"Kogokolwiek" pojawiające się w trybie warunkowym nie należy utożsamiać z ogółem ćpających (wszak "niebanalne przeżywanie się" sygnalizuje poszukiwanie innego rodzaju doznań niż "niezła bania", czy coś takiego), jest różnica jakościowa między wciągającym białą wróżkę rycerzem ortalionu a kimś, kto jakoś tam spełnia się artystycznie. Jesteś mało wrażliwy hermeneutycznie i jakoś umykają Ci detale.

szarl napisał(a):
Durante, ale ten pełen patosu martyrologiczny sos, nie artyści sobie ważą ( chyba że mamy do czynienia z takimi manipulatorami, jak Dali, czy Smutny Szatan ), lecz pani Krysia kucharka z Warszawskiej Pragi do spółki z panią Stenią będące wiecznie niesytymi, bez przerwy pragnącymi... nowych showbiznesowych plotuś i ploteczek.


Oczywiście, to właśnie atakuję, ale w szerokim wymiarze jakichkolwiek wypowiedzi artystycznych, także tych od artystów czy tzw. intelektualistów o artystach, gdzie waloryzuje się określone aspekty procesów twórczych jak i cechy osobowości, które właśnie sprzężone są z sztucznymi rajami i gloryfikacją dysgregacji czy degeneracji w imię rzekomej oryginalności czy karkołomnego nowatorstwa. No i znowu: przecież spoza świata artystycznego nie tylko kucharki, przekupy czy szynkareczki o sztuce sądy wydają.

szarl napisał(a):
Mylisz pojęcia. Jasne, że to intelekt odpowiada za całą twórczość artystyczną, ubierającą emocje, myśli( czy cokolwiek artysta chce wyrazić ) w formy, i to nie ulega wątpliwości. Chyba nikt nie stwierdzi: "wypalę jointa, będę super artystą". To tylko forma zabawy, odreagowywanie, radzenia sobie z cierpieniem ( nie doszukuj się tu etosu artysty cierpiącego ).


Mówiąc o intelekcie chodziło mi o taką możliwość odbioru dzieła (w tym dziele zawarta, abstrahuję tu od kompetencji odbiorcy), które nie służy pieszczeniu sentymentalnych strun (jak to często muzyka jest wykorzystywana, zwłaszcza przez dużą ilość ludzi wychowaną jednak na radiowym czy telewizyjnym chłamie - i o sobie także mówię w tej chwili), a ujrzeniu formalnego kunsztu, przyswojenia sobie wzniosłości (w kantowskim sensie) przez przemyśliwanie wirtuozerii, także strukturalnej, słuchanego utworu. Do tego nie wystarczy proste opracowanie uczuciątek i zaklęcie ich w percypowalne intersubiektywnie formy. No, chodzi chociażby o muzykę atonalną, albo o różnicę między sonatą nr 32 op. 111 a sonatą patetyczną Beethovena. Nie twierdzę, że zapalenie jointa wiąże się z możliwością bycia artystą (wtf? xD), ale myślę o poważnych narkotykach; również nie chodzi o "artystę cierpiącego", a o karmienie dowolną formą estymy szkodliwych i iluzorycznych (nom) mitów artystów/artystycznych.

...

A Amy Winehouse nadal nie żyje. ;<


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


Dodano: 2011-07-28 00:22

Durante napisał(a):
A Amy Winehouse nadal nie żyje. ;<


A spodziewałeś się czegoś innego? Może zapaleni fani odnaleźli jakieś sposoby na wskrzeszenie?

szarl napisał(a):

[quote:5b3e8ec4d1="Durante"] I tak właśnie jest, że dla mnie intelekt jest najwyższą instancją w twórczości, zdolny autonomicznie zawrzeć swoją potęgę w tym, co wytwarza, bez rozkołysanych uczuciątek, owego "ciepełka z obory", bez alteracji przekłamujących autentyczność sił, które ktoś w sobie posiada i które może wykorzystywać. Bez blag i sentymentalnych omamień.

Mylisz pojęcia. Jasne, że to intelekt odpowiada za całą twórczość artystyczną, ubierającą emocje, myśli( czy cokolwiek artysta chce wyrazić ) w formy, i to nie ulega wątpliwości. Chyba nikt nie stwierdzi: "wypalę jointa, będę super artystą". To tylko forma zabawy, odreagowywanie, radzenia sobie z cierpieniem ( nie doszukuj się tu etosu artysty cierpiącego ).
[/quote:5b3e8ec4d1]

A jak się ma to do Witkacego? Lubił sobie chłopina poeksperymentować, chociaż nie było to chyba jedynym motorem jego twórczości.

Szarl, stwierdzili, może nie dosłownie, ale stwierdzili. Mam na myśli twórców polskiego psycho rapu, całkowicie oddanych zakonowi Marii, wiernie walczących dla swej pani. Tutaj gloryfikacja marihuany i amoku była ewidentnie siłą napędową, co przekłada się choćby na tekst "Psychodeli".



Durante napisał(a):

Drogie dzieci - nie grzejemy carlosa ani innych kompocików (są jeszcze w obiegu?), tylko czytamy książki, rozwijamy się, o!, samodzielnie, bez ryzykowania psychicznych pułapek, mogących wystąpić w razie utraty samokontroli. Nietęgi Wujek-Moralista życzy dobrej nocy.


Czcze gadanie. Oczywiście, że rozwijanie odmiennych stanów świadomości za pomocą psychodelików jest atrakcyjniejsze niż rozwijanie się intelektualnie. Szczególnie, że nie trzeba wiele. Już inhalacja butaprenem może dawać wizje piekieł, co jest przecież niegroźne.

PS.Kompocik jest jeszcze w obiegu, ale lata świetności ma za sobą.



Dodano: 2011-07-28 00:45

Durante napisał(a):
Jesteś mało wrażliwy hermeneutycznie i jakoś umykają Ci detale.

Uwierz mi, że potrafię zarówno interpretować teksty, jak i pisać wieloznacznie. Natomiast, forum nie jest od popisów, tylko jasnego, w miarę eksplicytnego ( podłapałem to słówko od Ciebie ) wyrażania się.

Durante napisał(a):
No i znowu: przecież spoza świata artystycznego nie tylko kucharki, przekupy czy szynkareczki o sztuce sądy wydają.

Oczywiście, może mało precyzyjnie się wyraziłem, ale wydawało mi się że złapiesz aluzję. Chodziło mi o to, że widzenie zachowań artysty, jako grającego na całym tym etosie i patosie, jest tylko interpretacją odbiorców, często dopasowującym zachowania do tegoż modelu.
Durante napisał(a):
A Amy Winehouse nadal nie żyje. ;<

Suponujesz, że może się zjezusować? A może tylko się ukrywa? Jak Elwis ;>


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2011-07-28 09:36 Zmieniono: 2011-07-28 09:41

Woooow - ale wątek ruszył z rozmachem niczym opowieść barda.
Ktoś na którejś stronie napisał, że artyści się nie przepracowują- nie zgodzę się z tym gdyż - trasy koncertowe plus nawał dziennikarzy wykańcza człowieka, poczytaj wywiady droga osobo która to pisałaś - jak padnięci są muzycy po olbrzymich trasach koncertowych a nawet jak chcą wypocząć to zwalają im się na łeb dziennikarze- także bycie gwiazdą ma swoje złe strony, poza tym żeby zostać gwiazdą nie raz trzeba się naprawdę napracować.



Dodano: 2011-07-28 10:32 Zmieniono: 2011-07-28 10:34

Masterdeath napisał(a):
Woooow - ale wątek ruszył z rozmachem niczym opowieść barda.
Ktoś na którejś stronie napisał, że artyści się nie przepracowują- nie zgodzę się z tym gdyż - trasy koncertowe plus nawał dziennikarzy wykańcza człowieka, poczytaj wywiady droga osobo która to pisałaś - jak padnięci są muzycy po olbrzymich trasach koncertowych a nawet jak chcą wypocząć to zwalają im się na łeb dziennikarze- także bycie gwiazdą ma swoje złe strony, poza tym żeby zostać gwiazdą nie raz trzeba się naprawdę napracować.


Zgadza się - kto nie próbował nie bardzo ma wyobrażenie, jak wyczerpujący jest koncert/gra na scenie czy na planie filmowym. A tu jeszcze do kibelka nie można w spokoju pójść, bo zza szczotki do mycia toalet już paparazzo zerka :)



Re Witkacy i praca Dodano: 2011-07-28 16:21

SanguineVenari napisał(a):

...A jak się ma to do Witkacego? Lubił sobie chłopina poeksperymentować, chociaż nie było to chyba jedynym motorem jego twórczości.

Witkacy przyjął wobec narkotyków i używek postawę badacza i w tym stanie pozostał do końca."Narkotyki.Niemyte dusze" opisują dokładnie priorytety i wyniki eksperymentów. Wniosek główny był taki, że nic co stworzone pod wpływem nie było lepsze od tego na trzeźwo.
SanguineVenari napisał(a):
...Oczywiście, że rozwijanie odmiennych stanów świadomości za pomocą psychodelików jest atrakcyjniejsze niż rozwijanie się intelektualnie...

Rozwój intelektualny nie wyczerpuje alternatywy dla sztucznych rajów. Jest jeszcze ścieżka duchowa, o której tu jakoś głucho...
Masterdeath napisał(a):

Ktoś na którejś stronie napisał, że artyści się nie przepracowują- nie zgodzę się z tym gdyż - trasy koncertowe plus nawał dziennikarzy wykańcza człowieka, poczytaj wywiady droga osobo która to pisałaś - jak padnięci są muzycy po olbrzymich trasach koncertowych... - tak, że bycie gwiazdą ma swoje złe strony, poza tym żeby zostać gwiazdą nie raz trzeba się naprawdę napracować.

Iluzja, że w profesji artystycznej można się nie przepracowywać i być na topie nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Krótko mówiąc, tzw.zwykły człowiek po kilku godzinach spędzonych w ćwiczeniówce perkusisty, gitarzysty, czy klawiszowca wyszedłby z płaczem...A te godziny mnożą się w całe lata.


Do not quote - think for yourself


Re Witkacy i praca Dodano: 2011-07-28 16:46 Zmieniono: 2011-07-28 16:53

Lupp napisał(a):

[quote:b3b1cc332e="SanguineVenari"]...Oczywiście, że rozwijanie odmiennych stanów świadomości za pomocą psychodelików jest atrakcyjniejsze niż rozwijanie się intelektualnie...

Rozwój intelektualny nie wyczerpuje alternatywy dla sztucznych rajów. Jest jeszcze ścieżka duchowa, o której tu jakoś głucho...
[/quote:b3b1cc332e]

Ale sztuczne raje po pewnym czasie wyczerpują alternatywę dla rozwoju intelektualnego.



Dodano: 2011-07-28 16:58 Zmieniono: 2011-07-28 17:03

Co bynajmniej nie przemawia na ich korzyść; zawłaszczają przestrzeń twórczości.

Lupp, przybliż jak byś tu widział rozwój duchowy jako warunek wstępny twórczości/dzieła/kompozycji.


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


Login

Password


Załóż konto / Odzyskaj hasło