Re: Inferna; Dodano: 2009-04-06 20:07
| cellar_door napisał(a): |
jestem świerzo po odsłuchaniu debiutu Infernal Majesty. Thrash na wysokim poziomie mocno inspirowany Slayerem, nawet wokalnie , nigdy nie byłem fanem Slayera, właśnie min. przez wokale Arayi, do których nigdy nie mogłem się przekonać, wokal w Infernal jest jednak bardziej niski, a muza mimo że miejscami "klimatyczniejsza" ma zajawki lekko death metalowe Gdybym słuchał tej płyty poraz pierwszy 15 lat temu zrobiła by na mnie napewno większe wrażenie, ale gdy będe miał thrashowy nastrój napewno do niej wróce, tak jak często wracam do CORONERA ![]() |
Stary to był 87 rok ciekawy okres transformacji TM właśnie w tą bardziej extremalną stronę którą doszlifowali póżniej death metalowcy z TAMPY,a jak wszyscy wiemy DM to ciezsze i brutalniejsze rozwiniecie thrash metalowego nurtu,jednym słowem korzenie.
Eulogy Dodano: 2009-04-07 13:19
dobra, Infernal Majesty gra/grało nie zaprzeczalnie dobrej jakości thrash metal ale wróćmy do meritum czyli stricte deathowego grania :-)
u mnie właśnie leci EULOGY - The Essense EP z 93roku płytka. Nie potrafie przyrównać tej płyty do żadnej innej, wogóle muzy tej kapeli, bo poza tą EPką coś tam jeszcze udało im się wymodzić, na siłe można ich przyrównać do wspomnianego wcześniej Brutality, choć jednka Eulogy tworzy bardziej patetyczny klimat. Z tego co wiem dokonali reaktywacji, cholernie jestem ciekaw czy coś nagrają i jak to będzie wyglądało dzisiaj :-)
Dodano: 2009-04-07 15:06
Własnie sobie posłuchałem następujacych pozycji:
:arrow: Brutality - When The Sly Turns Black
Intensywne, brutalne, ale słabsze od debiutu
:arrow: Asphyx - Last One On Earth
rzeczywiscie brutalne, średnie tempa wypadaja bardzo fajnie, ale ogólnie to schematyczne i dla mnie nudne
:arrow: God Macabre - The Winterlong
Szwedzki death podbarwiany doomowym graniem. Słabe instrumentalnie, niewiele sie dzieje i generalnie nudne
.
Dodano: 2009-04-07 15:27
czyli ogółem lipa z tymi kapelami hehe. God Macabre nie znam, "Last One On Earth" uwielbiam, brutalna, mega ciężka muza, cudownie ociężale motoryczna, tu nie ma być technicznie, ma być wgniatająco :-)
Brutality- wiadomo, oldschoolowy majstersztyk, chociaż dwójka najmniej mnie porywa z całej trójki hehe.
Wysłuchałem wczoraj na spokojnie debiutu Darkthrone no i rzeczywiście jest to death metal. Mało tego, brzmi to jak szwedzki death metal robiony przez Darkthrone, czyli wszystko jest jak najbardziej oczywiste hehe. Sam nie wiem co o tym sadzić , nie porwała mnie ta płyta zupełnie, nawiązania do "Left hand path" bardzo silne, typowo skandynawskie granie z poczatków lat 90 tych, ale poza pozycjami jakie znam z tamtego okresu chyba nic mnie już nie ruszy. Po raz kolejny przyznaje się do zdecydowanej fascynacji ekipami ze Stanów :-)
Dodano: 2009-04-07 20:58
GOD MACABRE straszna kiszka,szkoda czasu.Jestem teraz przy EULOGY i powiem ze niełatwa płyta,pokrecone granie nie brutalne ale bardziej techniczne,pierwszy utwór THE ESSENCE mi tylko nie pasuje jakoś do całosci tak troche w nim wczesnej ANATHEMY?.Ogólnie nie ma krzywdy,ale tez mnie jakos specjalnie nie podrywa.
SOULSIDE JOURNEY?-Nie zmartwił bym sie jakby ten album nigdy nie powstał :)
Dodano: 2009-04-07 21:57
hehe, miło że posłuchałeś, pierwszy utwór kojarzy Ci się z Anathemą tylko przez kobiece wokale czy jeszcze coś? wg mnie jest świetny, Anathema grała na Serenades jednak bardziej prostsze dzwięki i bardziej klimatyczne ( bo domyślam się że o Antaheme z tych czasów ci chodzi? :-)) a The Essense jest jedyne w swoim rodzaju, relikt, monolit, absolut, ewidenty old school który cały czas ma w sobie jakąś tajemnice :-)
Dodano: 2009-04-07 22:10
| cellar_door napisał(a): |
| hehe, miło że posłuchałeś, pierwszy utwór kojarzy Ci się z Anathemą tylko przez kobiece wokale czy jeszcze coś? wg mnie jest świetny, Anathema grała na Serenades jednak bardziej prostsze dzwięki i bardziej klimatyczne ( bo domyślam się że o Antaheme z tych czasów ci chodzi? :-)) a The Essense jest jedyne w swoim rodzaju, relikt, monolit, absolut, ewidenty old school który cały czas ma w sobie jakąś tajemnice :-) |
Takie miałem pierwsze skojarzenie pracy gitar w tym utworze,nie jest to hujowe jak i proste granie,trzeba czasu troszke poswiecic tej płycie zeby weszła i ja zrozumiec.
PS tylko pierwszy utwór mi sie tak zkojarzył,posłuchaj gitar na poczatku
Dodano: 2009-04-08 07:12
Tak sobie słuchałem tego, Eulogy i trzeba przyznac, że ciekawa muzyka. Mnie sie najbardziej podoba własnie pierwszy numer, moze rzeczywiscie mający trochę ducha anathemy. Całosć trochę kojarzy mi sie z wolniejszym wcieleniem Morbid Angel, ale Eulogy jest zdecydowanie bardziej wykręcone. Tak czy owak - warto poznać :)
.
Dodano: 2009-04-08 08:05
Ogólnie nie ma krzywdy z ta płytką,kochacie takie granie,wiec wierze ze sie podoba :)
Dodano: 2009-04-08 12:22
No to wracając do tematu: proponuję wziąc na tapetę album "Altars of Madness" wiadomo kogo. Wielki klasyk, album, który wywarł ogromny wpływ na rozwój muzyki ekstremalnej, może i najważniejszy album deathmetalowy w historii. jak sie broni po latach, jak postrzegacie go na tle innych wydawnicwt Morbid Angel ?
.
Dodano: 2009-04-08 14:59
Hmm "Altars..." to było jest i będzie pierwsze dzieło czegoś co ja określam mianem Death Metalu właściwego. Czyli są blasty (wolne co prawda jak na dzisiejsze standardy), są pojechane czasem amelodyjne riffy. Wszystko jednak ma swój piekielny klimat takiej pewnej niepewności :twisted: .
Mimo dość normalnie strojonych gitar i dość wysoko brzmiącej perkusji poraża mocą zwłaszcza wspomnianego wyżej klimatu. Przede wszystkim jest tu kupa chwytliwych riffów poprowadzonych przez typową dla tamtych lat prostą (choć pod względem przejść na pewno nie) linię perkusji co natychmiast powoduję chęć do walenia banią i wejścia w "kocioł". Ze względu na riffy trochę brak mi harmonijnych solówek Treya znanych z późniejszych albumów bo one mogłyby dopełnić dzieła ale nie ma co się czepiać. Tak wtedy został zdefiniowany Death Metal (w hamerykańskim stylu :wink: ) i tak to zostało w 70% przypadków po dziś dzień.
Morbid Angel tą płytą pokazał, że jest nr 1 w Dath Metalu a dlaczego??? Wielu się zastanawia a wg. mnie to właśnie połączenie brutalności i melodyjnych/chwytliwych riffów oraz wspomianej prostej rytmiki wraz z trochę inaczej przedstwionymi satanistycznimi tekstami był źródłem ich sukcesu, którego pierwszą odsłoną był właśnie "Altars...". I do tego ta okładka prezentująca wg.mnie różne typy ludzkiego charakteru :lol: .
Oczywiście część utworów znana była z demo płyty "Abominations of Desolations" z 1986 r. ale to była tylko wprawka do tego co ten zespół zrobił dla Death Metalu.
The Best of Old school "Właściwy" :wink: Death Metal z lat 80tych.
Keep Talking...
Dodano: 2009-04-08 15:26
czy best? to juz kwestia otwarta, jak dla mnie Death stworzyl ideal bo nie potrzebowali napierdalanki zeby niszczyc publike
Dodano: 2009-04-08 15:40
A to inna sprawa. Sam nazwałem "Altars..." początkiem czegoś co określam "Właściwym" DM czyli obecnie uprawianym amerykańskim DM.
Natomiast Kapele w stylu Death, Possessed czy Master nazywam Death/Thrash. I co by nie powiedzieć wolę tą właśnie stylistykę (czyli mniej napierdalacką hehehehe).
Nie zmienia to faktu, że "Altars of Madness" było czymś co zmieniło tą muzykę na zawsze :twisted: .
Keep Talking...
Dodano: 2009-04-08 18:33
Oj swietna jak na tamte czasy płyta która idealnie moim zdaniem obrazuje transformacje thrashu w stronę DM,gdzie jeszcze thrashowo nastrojone wiosła piłowały riffy i sola, poprzeplatane zblastowaną naparzanką jakze popularną w tym ciezszym gatunku.Pamietam ze MORBID był wtedy najbardziej chyba plugawą i blużnierczą ekipą która potrafiła ten cały chory syf przekazać za pośrednictwem muzyki, szczególnie chore wolniejsze momenty, bardziej rozwiniete na BLESSED... potrafiły upodloną psychikę oddać w ramiona rogatego
Dodano: 2009-04-08 19:33
pierwsze 3 płyty Morbid Angel to niezaprzeczalny fundament death metalu. "Altars Of Madness" jest chyba najbardziej przebojową z nich i najłatwiej się jej słucha, praktycznie bez bólu, piekne połączenie brutalności, melodyjności i motoryki. Poznałem tę płytę w tym samym okresie co "Blessed..." wtedy wydały mi się bardzo podobne do siebie hehe. Ciekawie ewoluowała muza Morbidów przez wszystkie te płyty, to samo działo się równierz z wokalem Vincenta, który apogeum swoich możliwości uzyskał na "Covenant" :-)
Bardzo często wracam do debiutu Morbidów, właściwie mógłbym go uznać za jedną z najlepszych debiutanckich płyt jakie słyszałem w życiu. Więkoszosć poczatków ma jakiś niedociągnięcia a tu wszystko wydaje się zajebiście dopasowane, nic bym nie zmieniał w tej płycie. Przez 20 lat praktycznie wogóle się nie zestarzała. Chwała Morbid Angel za to że mają tak dużo naśladowców a wsród nich jest wielu orginalnych naśladowców :-)
Dodano: 2009-04-08 20:50
| Summoned napisał(a): |
| czy best? to juz kwestia otwarta, jak dla mnie Death stworzyl ideal bo nie potrzebowali napierdalanki zeby niszczyc publike |
Hehe DEATH tworzył konstruktywną muze którą cięzko mi skojarzyć z jakimkolwiek zniszczeniem,no moze troszke LEPROSY demolowało w mojej głowie ostatnie dwie szare komórki,ale nastepne płyty to juz próba rozkochania słuchacza w melodiach technicznego grania,zdecydowanie lepiej na "polu"zniszczenia i destrukcji ludzkiej psychy spisywał sie MORBID ANGEL ze swoim plugawym i chorym w tamtym czasie materiałem
Dodano: 2009-04-09 06:14
Ja szanuje ten album za jego nowatorstwo ==> tak jak pisze demonemoon, idealnie pokazywał przejscie z thrash do death metalu. Materiał na ówczesne czasu dziki, świeży, zagrany z werwą, posiadajacy sporo pzrestrzeni, relatwynie nieskomplikowany w konstrukcji no i dosć klimatyczny w całej swojej thrashowej otoczce.
Musze jednak przyznać, że kolejne 2 albumy bardziej mi sie podobają, a zwłaszcza "Blessed ...". Te albumy pokazały, bardziej wyrafinowane instrumentarium i mniejszy poziom niechlujstwa wykonawczego. Nawet chyba do "Gateways ..." wracam częsicej niż do "Altars ...". Dlatego z perspektywy lat określił bym ten album raczej jako bardzo ważny, ale niekoniecznie genialny.
No własnie ... a co myślicie o "Blessed Are The Sick" - wolniejszy, cięższy, chyba brutalniejszy i na pewno najbardziej zakręcony album grupy. Do tego szalenie klimatyczny i zadziwiająco chwytliwy. Brakuje mi natomiast tej pzrestrzeni, która była w debiucie. Mino wszystko uważam, że jest to szczytowe osiagnięcie MA. Co wy na to ?
.
Dodano: 2009-04-09 07:27
Blessed Are The Sick - poznwałem na zmiane z debiutem, jako dzieciak te albumy wydały mi się bardzo podobne, z czasem dostrzgłem znaczną różnice między nimi. Zdecydowanie bardziej techniczny materiał od "Altars", bardziej rozbudowany i patetyczny, więcej walców na koszt napierdalanki co akurat wyszło na dobre tej płycie. Głębszy wokal. Czy brakuje na niej przestrzeni? Zależy kto jak rozumie przestrzeń muzyczną, ja w death metalu nie szukam przestrzeni, wręcz odwrotnie, im więcej dzwięków napchanych tym lepiej, death metal powinien być gęsty w swojej formule, takie jest moje zdanie, gdy wkrada się przesterzeń muzyka jest prostsza w odbiorzie, i łatwiej się jej słucha, co skolei powoduje że szybciej się nudzi hehe. Najlepsze symfoniczno-ambientowe introsy w dorobku Morbidów są własnie na tej płycie :-)
Dodano: 2009-04-09 15:38
BLESSED?Całkowicie zmieniono brzmienie,nie jest ono juz tak klarowne i przejrzyste jak na debiucie lecz niżej zestrojone i duszne co oczywiście ogranicza przestrzeń na tej płycie.Płyta znacznie bardziej ciemna w swoim przekazie z wrecz hipnotycznym i wyniosłym utworem tytułowym,swietny tez poczatkowy riff zagrany w DAY OF SUFFERING i duzo wiecej zakreconych solówek które juz nie brzmią tak thrashowo jak na debiucie.Jezeli mam rozpatrywac twórczośc MA pod kątem nejlepszych płyt to własnie debiut i BLESSED stawiam na równi z lekkim wskazaniem na ta pierwsza i uwazam te płyty za dobre,choć bez przesadnego uwielbienia,przeciez juz w tamtym okresie mielismy u nas na przykład taki CARCASS który naprawde miał coś ciekawego do przekazania :)
Dodano: 2009-04-17 18:49
Ja na chwilę przerwę wątek o Morbidach i mam zapytanie "co sądzicie o Bolt Thrower" :?:
To wg. mnie chyba najbardziej nietypowy Death Metalowy oldschoolowy zespół. Prosty do bólu ale bardzo ciężki i powolny. Uwielbiam ich gęste (choć perkusyjnie dość wolno zagrane) chwytliwe riffy, z płyty na płytę coraz więcej motywów prowadzących i harmonijnych solówek. Do tego z pozoru wydawałoby się wojenne texty.
Zawsze ich muzyka kojarzyła mi się z czołgiem, który powoli sunie w moją stronę, zgniata wszystko co ma na swojej drodze i za chwilę rozjedzie również mnie :wink: .
Keep Talking...
Dodano: 2009-04-17 19:36
no kurwa, stary sam miałem o nich zacząć :-)
Bolt Thrower to dla mnie potęga, wychowałem się na ich muzyce, i praktycznie łykam prawie każde ich wydawnictwo. Absolutnie się nie zgadzam że Bolci grają prostą do bólu muzyke, napewno nie jest to techniczna wirtuozerka czy mega blastowanie bo nie o to tu chodzi.Rify, sola i przede wszystkim nie podrabialna motoryka ich utworów pozostawia w tyle całe rzesze kapel z europy i stanów, które pałają się powiedzmy ambitnym death metalem.
Realm Of Chaos, War Master, IV Crusade i przede wszystkim ich magnum opus ...for Victory - te płyty mnie zawsze niszczyły swoim ciężarem i hipontycznym rifowaniem :-)
Bolt Thrower nie jest odkrywczy ale jest szczery do bólu w tym co robi a przy tym tworzy chwytliwa muzyke, która ma w sobie jakis majestat i poszanowanie dla wartości takich jak patryityzm czy honor, które ja odbieram na serio a nie jakieś popierdółki w stylu Sabaton czy Manowar :-D
Dodano: 2009-04-17 19:56
Nie będę ukrywał, że nie sikam za Angolami, ale na tyle ile słyszałem to mam o nich pozytywne zdanie. Słyszałem tylko "Realm ...", "War master" i "IVth crusade", ale chłopaki maja pomysł na swoje granie. Gęste, niekoniecznie skomplikowane, ale bardzo chwytliwe, brutalne, poukładane (w przeciwieństwie do np. Deicide) i zapadające w pamięć. Nie wiem za bardzo jak na kolejnych płytach BT sie prezentował, wiec sie nie wypowiem.
.
Dodano: 2009-04-18 10:33
Oj prekursorzy europejskiego a śmiem twierdzić ze swiatowego ciezkiego brzmienia z motoryka za ktora mozna podziekować dziadkom ze SLAYERA.Dwie pierwsze płytki wyraznie ukazuja swietne thrashowe riffy ubarwione ciezka i miazdzaca sekcją rytmiczna,to był rok 88-89 nikt tak ciezko jak oni wtedy nie zagrał ani w europie ani za oceanem,zdecydowanie jedna z pierwszych brutalnych DM ekip.Nie znam ich dwóch ostatnich płyt ale REALM...to dla mnie przełom w ciezkim DM brzmieniu,jedni chyba z pierwszych którzy zaczęli stosować przesterowany bas,co pózniej jeszcze bardziej wyeksponował ENTOMBED.Świetne granie.
Ps jak juz wspominałem nie znam ostatnich płyt tej ekipy,ale uwazam ze najlepsze solówki sa na IN BATLE...czyli pierwszej płycie :)
Dodano: 2009-04-18 16:50
no czy prekursorzy? ciezko powiedziec Grave tez olbrzymie pietno wywarl w europie. osobiscie wole grave ale bolci to klasa sama w sobie
Dodano: 2009-04-18 17:31
| Summoned napisał(a): |
| no czy prekursorzy? ciezko powiedziec Grave tez olbrzymie pietno wywarl w europie. osobiscie wole grave ale bolci to klasa sama w sobie |
Dlaczego ciezko powiedziec przeciez wystarczy posłuchać?Stary uwielbiam GRAVE jednak kiedy oni wydawali INTO THE GRAVE to BOLT THROWER miał juz trzy długograje na koncie,a poza tym GRAVE wystartowal po premierze LEFT HAND PATH wtedy juz nie było trudno osiagnac takie brzmienie i ciezar jak ENTOMBED,bo cała szwecja zaczeła tak grac.Chodzi mi o to ze BOLT THROWER naprawde ze swoim ciezarem i brzmieniem był pierwszy jak nie jedyny,jesli sie myle to chetnie poznam ekipe z czasów REALM OF CHAOS która przyppierdalała ciezszy i brutalniejszy DM
, nigdy nie byłem fanem Slayera, właśnie min. przez wokale Arayi, do których nigdy nie mogłem się przekonać, wokal w Infernal jest jednak bardziej niski, a muza mimo że miejscami "klimatyczniejsza" ma zajawki lekko death metalowe