Dodano: 2009-12-19 10:57
| Wampgirl napisał(a): |
| (...)Owszem, w zależności od charakteru człowiek odczuwa samotność, niektórzy nawet permamentnie, ale nie można aprobować tego stanu, zamykać się na świat i ludzi. Mam na myśli akceptowanie siebie, swoich uczuć, ale niedopuszczenie do dodatkowej izolacji społecznej. |
to ostatnie niejako samo się często wymusza. Żaden singiel [nie lubię tego słowa, choroba, ale niech tam] nie będzie się pchać przecież na imprezy gdzie same pary dookoła, bo raz - chyba to dziwne dla niego samego, dwa - nie zawsze nawet wypada.
Jasne - generalizuję trochę, ale odnoszę wrażenie, że w dużej mierze tak to właśnie wygląda.
Dodano: 2009-12-20 18:21
| alagner napisał(a): |
|
to ostatnie niejako samo się często wymusza. Żaden singiel [nie lubię tego słowa, choroba, ale niech tam] nie będzie się pchać przecież na imprezy gdzie same pary dookoła, bo raz - chyba to dziwne dla niego samego, dwa - nie zawsze nawet wypada. Jasne - generalizuję trochę, ale odnoszę wrażenie, że w dużej mierze tak to właśnie wygląda. |
Otóż to. Niektórzy ludzie wręcz mają kompleks na tym tle.
Mówią o związku z rozsądku miałam na myśli instynktowną próbę ustrzeżenia się od samotności, ułatwienie sobie życia ( wiadomo, że razem jest łatwiej niż w pojedynkę chociażby przy podziale ról życiowych), a także może odrobinę konwenansów i presji otoczenia.
Co do psychologii mężczyzn - możliwe, że nie mam o niej zbyt dużego pojęcia, bo moi byli w jakiś sposób specyficzni, co by nie rzec "wynaturzeni" w jakimś stopniu.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2009-12-20 20:56
| Wampgirl napisał(a): |
|
Otóż to. Niektórzy ludzie wręcz mają kompleks na tym tle. Mówią o związku z rozsądku miałam na myśli instynktowną próbę ustrzeżenia się od samotności, ułatwienie sobie życia ( wiadomo, że razem jest łatwiej niż w pojedynkę chociażby przy podziale ról życiowych), a także może odrobinę konwenansów i presji otoczenia. Co do psychologii mężczyzn - możliwe, że nie mam o niej zbyt dużego pojęcia, bo moi byli w jakiś sposób specyficzni, co by nie rzec "wynaturzeni" w jakimś stopniu. |
Tak bardzo infantylnie i przyziemnie powiem - pamiętam jak na dwa czy trzy miesiące przed studniówką nagle na sympatia.pl zrobił się wysyp nowych twarzy w postaci moich koleżanek z klasy :lol: Nie żebym ja, czołowy w szkole męski szowinista przyszedł sam - wręcz odwrotnie - wypadało kogoś ze sobą wziąć, to i wziąłem.
Tylko jedną rzeczą są większe imprezy, drugą "spontaniczne" wypady na piwo np. Można nazywać to "kompleksem", ale żaden mający minimum taktu człowiek nie będzie pchać się samotnie między pary. Presja otoczenia paskudna sprawa, zwłaszcza kiedy ktoś jest sam bo z różnych powodów ten stan rzeczy mu pasuje [od niespotkania właściwiej osoby na poświęceniu się karierze skończywszy]. A widzę po sobie jak bardzo brakuje mi ekipy jeszcze z czasów ogólniaka, bo jeden się żeni, drugi ojcem zostaje, trzeci woli iść z panną do kina, czwarty idzie rwać kolejną na szybki numerek a mnie coś trafia bo nie mam z kim browara się napić i pogadać o zombiakach w nowym Resident evil. :wink: Tzn. nie mam do nikogo pretensji, to wszystko moi przyjaciele i szczęścia im życzę ale dobija mnie fakt, że brak partnerki [i szczerze mówiąc, brak potrzeby jej posiadania - może to zaburzenie, bo ponoć w wieku lat dzwudziestukilku powiniennem ślinić się na widok wszystkiego co ma biust, a może po prostu właściwej jeszcze nie spotkałem] tak bardzo potrafi rzutować na relacje między znającymi się kupę lat facetami.
Dodano: 2009-12-21 13:19
Ano. Miałam ostatnio podobną sytuację - zaproszenie na wyjście do kina. Koleżanka szła ze swoim przystojnym facetem. A ja nie miałam ochotę "wpieprzać się w paradę". Bycie singlem ogranicza, ale daje też inne możliwości - np. nieograniczone rwanie pustaków na disco, jeśli ktoś to lubi. Są plusy i minusy. I nie jest to regułą, że bycie singlem daje więcej możliwości i spontaniczności, bo często bywa na odwrót. Wszystko zależy od tego, jaki model związku stworzymy.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2009-12-21 14:14
| janciovodnik napisał(a): |
| [quote:0866fd4cef="Wampgirl"]No niestety. Coraz częściej związki zwłaszcza tworzone w okolicach 28 i więcej lat, wynikają najczęściej ze zdrowego rozsądku. Nikt przecież nie lubi być sam i żyć z tą perspektywą wytykany przez rodzinę. Jakie by nie były relacje z partnerem zazwyczaj można liczyć na wsparcie i pomoc z jego strony, zwłaszcza w czasach, kiedy tak trudno o przyjaciół. |
Wypraszam sobie w twierdzeniu o związkach z rozsadku w wieku 28 i około...[/quote:0866fd4cef]
też sobie wypraszam :lol: :D
"Make Foch Not War" "Nic nie może się zmarnować"
Dodano: 2009-12-21 22:31
Zauważcie, że to nie mój cytat. Mnie tam do 28 jeszcze daleko :D Ostatnio, nie wiedzieć czemu mam nieuzasadnione parcie na chłopa
Może 28 zbliża się z zastraszającą szybkością?
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2009-12-21 22:39
| Wampgirl napisał(a): |
Ostatnio, nie wiedzieć czemu mam nieuzasadnione parcie na chłopa Może 28 zbliża się z zastraszającą szybkością? |
A może to nie o wiek chodzi
Dodano: 2009-12-21 23:33 Zmieniono: 2009-12-21 23:35
No pewnie nie. Może chodzi o to, że dawno nie byłam bez faceta. A teraz jest jakoś tak inaczej, dziwnie, obco. Nie miałabym nic przeciwko, by to zmienić. Człowiek przyzwyczaja się do swej codziennej rzeczywistości, a zmiany, zwłaszcza te gwałtowne, powodują zagubienie.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2009-12-22 00:00
| Wampgirl napisał(a): |
| Człowiek przyzwyczaja się do swej codziennej rzeczywistości, a zmiany, zwłaszcza te gwałtowne, powodują zagubienie. |
Przepraszam, że tak od siebie... ale jak w związku jest przyzwyczajenie to juz tylko kopac grób i zapraszac nude w progi. Feee...
Dodano: 2009-12-22 11:35
Pisałam o przyzwyczajeniu się do swojej sytuacji, a nie do faceta, bo przyzwyczajenie do kogoś jest bliskie uzależnienia od kogoś, a to bywa niebezpieczne.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2010-01-28 13:08
| Wampgirl napisał(a): |
| przyzwyczajenie do kogoś jest bliskie uzależnienia od kogoś, a to bywa niebezpieczne. |
Bywa...
A miłość za wszelką cenę? Nie ma szans na dłuższą metę, bo na siłę nic się w tej materii nie zdziała
Prawda jest córą czasu poczętą w przypadkowym i krótkotrwałym romansie ze zbiegiem okoliczności.
Dodano: 2010-01-28 13:11
Dodano: 2010-01-28 14:00
Dodano: 2010-01-28 14:06
Ale raczej nikt nie chce zamieniać czegoś pewnego na coś niepewnego.
Czasem lepiej powiedzieć sobie - dość! - i żyć spokojnie jak się żyło, a nie na siłę i mimo wszystko szukać tych zmian, by później po nocach płakać.
Dodano: 2010-01-28 14:34
| Eluvtus napisał(a): |
| Ale raczej nikt nie chce zamieniać czegoś pewnego na coś niepewnego.
Czasem lepiej powiedzieć sobie - dość! - i żyć spokojnie jak się żyło, a nie na siłę i mimo wszystko szukać tych zmian, by później po nocach płakać. |
Na siłę, to rzecz jasna, że nie ma co się rzucać, doszukiwać czegoś czego nie ma, byle tylko mieć wrażenia :-/
Gorzej, jeśli już "wkopałaś się" i za późno to zauważasz. Wtedy powiedzenie "dość" nie jest już proste, o spokoju możesz zapomnieć, a i płakanie po nocach masz zapewnione. Wtedy to dopiero się właśnie zastanawiasz, w jakiej dupie jesteś i czy może być jeszcze gorzej? Ryzyko wtedy kusi.
Jeśli ktoś jest w takiej sytuacji, to nie zazdroszczę. Jeśli w tej pierwszej, czyli szuka wrażeń - no to faktycznie chyba nie warto.
Dodano: 2010-01-28 14:46
Nic dodać nic ująć.
Tylko że od wrażeń może się zacząć. Stopniowo możemy nawet nie wiedzieć, jak głęboko wypływamy, i jak często okazuje się - sami, na podstawie 'mówili mi, mówiłam nie'.
Najciężej jest zdać sobie z tego sprawę.
Dodano: 2010-01-28 14:55
| Eluvtus napisał(a): |
| Nic dodać nic ująć.
Tylko że od wrażeń może się zacząć. Stopniowo możemy nawet nie wiedzieć, jak głęboko wypływamy, i jak często okazuje się - sami, na podstawie 'mówili mi, mówiłam nie'. Najciężej jest zdać sobie z tego sprawę. |
Też prawda...
Dodano: 2010-01-28 23:34
A jo wom powiem tak... Kiedyś próbowałem na siłe i wiecie co z tego wszło Gówno wyszło. Wszystko przyszło samo i w naj mniej oczekiwanym momecie (kiedy piłem wiono) Rock n rollowo ale z wykopem przyszło. Te kiedyś już tez to dla mnie starożytnośc i też teraz nic nie robie na siłe wszystko samo przyjdzie właśnie w naj mniej oczekiwanym momencie wystarczy troche pozytywnego myślenia!!!!!!!!!
Wódki nie pij, trawy nie pal, słuchaj tylko HEAVY METAL
Dodano: 2010-06-04 11:25
Żyje się raz, no więc czemu nie. Ale robić sobie samemu przez to krzywdę to już lekka przesada. Nikt chyba nie jest, aż takim masochistą, by pchać się w coś z czego i tak nic nie będzie. Lepiej dać sobie spokój w tedy, gdy to już nie ma sensu.
"...gdy powrót do życia nie wywołuje entuzjazmu, sen niewiele może pomóc." - Maciej Przepiera
Dodano: 2010-06-04 11:56 Zmieniono: 2010-06-04 11:58
Hm,racja-wszystko kiedyś samo przyjdzie i nie należy niczego szukać na siłę.Ale jeśli się jest w związku i po jakimś czasie druga połówka nie potrafi się określić,czy cię kocha czy też nie-co wtedy zrobić?
Be hard and fucking heavy-ludzie nie lubią,gdy odnosisz sukces.
Dodano: 2010-06-04 12:06
Miałam taką sytuację i już z tą "połówką" nie jestem ponad rok. Wyszło na to, że pod moją nie obecność szukała sobie innych pocieszycielek. Jak się pojawia pytanie "kocha, czy już nie?" to od razu powinna zapalić się czerwona lapka ze światełkiem alarmu.
"...gdy powrót do życia nie wywołuje entuzjazmu, sen niewiele może pomóc." - Maciej Przepiera
Dodano: 2010-06-04 17:53
Nie da się zmusić siebie do zaprzestania kochania, nie warto nawet próbować. Wiem z własnego doświadczenia. A najgorsze jest takie zawieszenie w sytuacji.
Szansa na powrót do siebie jest zawsze, tak uważam.
Zapytaj siebie po prostu, czy gdybyś miała mieć te 50, czy więcej lat, i On wtedy powiedziałby Ci, że Cię kocha i od tego czasu byłby z Tobą, to czy warte to by było tego całego czekania. Jeśli uznasz, że nie, to poszukaj innego lokum i nie przerywaj nauki. Jeśli tak, to trwaj przy Nim. Ale to oczywiście nie znaczy, że masz żyć dla Niego, a nie dla siebie. Baw się, poznawaj ludzi i żyj :) Czasem zazdrość to najlepsza rzecz 
Dodano: 2010-06-04 18:35
Zgadzam się z Tobą, Sachmecik.
Przedewszystkim trzeba czuć, że to co robimy to właśnie jest TO.
"...gdy powrót do życia nie wywołuje entuzjazmu, sen niewiele może pomóc." - Maciej Przepiera