Dodano: 2009-03-11 18:00
Samotnośc to cisza... związek to hałas... złotego srodka nie znam :/
Dodano: 2009-03-11 20:53
Niekoniecznie zwiazek to hałas ale...czasem jak bylam w związku to miałam wrazenie, że jeśli powiem coś partnerowi to on tego nie zrozumie lub będzie mi wmawiał: "nie, jest inaczej, na pewno wcale tak nie jest" itp. (to drugie dosc czesto przerabialam) zatem nie mowilam o pewnych rzeczach, bo po co, ale z drugiej strony odczuwałam pewien ciężar i przykro mi bylo, czulam sie bardziej samotna nieraz w zwiazku niz będąc singlem...
Dodano: 2009-03-11 21:06
Dla mnie bycie z drugim człowiekiem (w wym przypadku z kobietą) jest czymś bardzo miłym... Jednakże nawet najpiekniejszy związek nie da tego co może samotność.
Ale budująca samotność... z własnym sobą. Mozna wtedy wejść w głąd siebie, kontemplować własna osobowość, mysli i odczucia... zobaczyc jak cisza jest piękna muzyką.
Jeśli jestem sam to z głównie z własnego wyboru... I jest mi przykro gdy rani to inne osoby. Ale niestety nie mozna wszystkich zadowolić :/
Re: samotność Dodano: 2009-03-23 22:29
| Dasstin napisał(a): |
| "Wolałbym być całe życie sam niż wiedzieć co straciłem." |
A ja bym wolała wiedzieć, co straciłam. Bez ryzyka można nie zaznać kopa w dupsko, ale też nie doświadczy się groma niezapomnianych momentów. Wolę żałować rozczarowania niż bezpiecznie siedzieć i czekać, aż coś się wydarzy, albo nie i brnąć w gówno. Wolę być nieszczęśliwa z racji źle podjętej decyzji niż mieć świadomość, że wygrywa ze mną moje tchórzostwo.
A samotności nienawidzę. We mnie ona nic nie buduje, a tylko powiększa mi dziurę w mózgu. I nie chodzi mi o stan, kiedy siedzę pod drzewkiem i kątem-pluję, ale stan, kiedy wiem, że nie nikt mi w pluciu nie pomoże, jak sama nie będę w stanie. A takie bycie samemu to nic strasznego, bo zawsze wtedy można się czymś zająć albo zająć i otoczyć ludźmi. Nawet nieznanymi. I nawet może to być ciekawe.
"Nagość, phoszę państwa, jest demagogiczna, jest wphost socjalistyczna, bo i cóż by było, gdyby gmin odkhył, że nasza dupa taka sama?!"
Dodano: 2009-06-30 18:54
Z samotnością borykam się od pewnego dłuższego czasu. Przyznam, iż poznałem miłość, lecz z drugiej strony chyba nie skoro się skończyła. Mam do was pytanie może wiecie gdzie poznać dziewczynę w klimacie. Mieszkam w Białymstoku nie ukrywam ciężko tu poznać poza disco-girl, a co mi z takiej dziewczyny nie szukam zabawy na 5min. Zatem kluby odpadają, koncertów nie za wiele w mieście, a może o nich nie wiem, lecz samemu iść nie jest wcale fajnie. Proszę o rady na priv. PS: nie jestem zdesperowany, nie jestem miłośnikiem „BRAVO” więc darujcie sobie złośliwie odp.
Dodano: 2009-06-30 19:20
Ciężko coś doradzić. Sama nigdy nie musiałam chodzić do miejsc, gdzie mogłabym "wyrwać" faceta, bo inicjatywa była raczej po ich stronie. Niedawno usłyszałam trafne spostrzeżenie, że jestem indywidualistką, ale boję się samotności. I znajomy doradził, by poszukać ludzi o podobnych zainteresowaniach (może jakieś organizacje, stowarzyszenia) - i tam nawiązać nowe znajomości z ludźmi którzy choć po części mają podobne poglądy.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2009-06-30 23:23
Narodziła mi się myśl można stworzyć związek na odległość, lecz czy jest to dobre wyjście? Pewne jest, że duża w tym odpowiedzialność nie mówiąc o wielkiej sile, która nie zniechęci po miesiącu bycia razem w takim związku. Poza tym taki związek potrzebuje wiele wyrzeczeń cóż za bycie kiedy dzieli np. 500km, a w myślach ona/on jest 500km więc mogę się zabawić. Jeżeli takie myśli by się pojawiały to nie warto w ogóle zaczynać. Przyznam, iż na swój sposób również jestem indywidualistą, lecz nie wyobrażam ze starzeć się samotnie na bujanym fotelu. Do starości daleko więc nawet ogólnie strach przed samotnością jest spory. Stowarzyszenia, organizacje to jest coś, lecz problem kiedy w mieście tego brak (np. w moim przypadku) więc co mi pozostaje?
Podobne poglądy to wielki sukces, lecz poznać osobę o podobnych poglądach wcale proste nie jest w naszym przypadku (być może i się mylę). Większość dziewcząt w społeczeństwie boryka się z problem złamanego paznokcia (bez urazy) jest to żenujące, lecz takie są fakty.
Odbiegając od tematu dodam, że dziś oglądając TV trafiłem na program "o tematyce kryminalnej" gdzie dziewczyna okradała ludzi w hotelu swego ojca powód żałosny; dziewczyna uważała, że nikt jej nie zechce bo ma biust "A" pozostawmy to bez komentarza. Podsumowując "kryminalne bravo" hehe
Dodano: 2009-07-24 13:37
Ja z natury jestem samotnikiem, więc większość czasu spędzam we własnym towarzystwie. Od kwietnia 2009 roku mam nawet nauczanie indywidualne, dzięki czemu nie muszę obcować z innymi uczniami. 8)
Co do związków partnerskich, nie zależy mi na nich, bo jestem aseksualistką. Mam mniej zmartwień niż większość społeczeństwa, bowiem omijają mnie wszelkie problemy miłosno-seksualne. 8)
Dodano: 2009-07-24 19:06
...Jak by tak na to popatrzeć z boku...
To kocham tą moją Samotność.
Jakoś dobrze nam razem.
To chyba prawdziwa miłość.
Cokolwiek by się nie zdarzyło.
Zawsze do siebie wracamy...
Fragment z tak jakby pamiętnika. Napisałem to wieki temu i wciąż mogę się spokojnie pod tym podpisać.
Nauczył mnie czas kochać samotność, w końcu
przyjdzie mi wieczność spędzić samemu w zimnych
uściskach grobu.
Dodano: 2009-07-24 20:22
Panno Natalio - tych problemów nie masz pewnie do czasu. Swoją drogą przez nauczanie indywidualne tracisz dużo okazji do obcowania z ludźmi. Chociaż sporo we mnie ze socjofobki, to jednak dzięki spotykanym ludziom człowiek " nie dziczeje ".
Co do samotności - jestem zdania, że człowiek przez całe swoje życie jest samotny w różnym stopniu. Każdy ma swoje myśli, uczucia, swoją intymność i prywatność, miejsce gdzie absolutnie nikt nie ma dostępu.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2009-07-24 21:08
Masz racje, Wampgirl. Samotność jest fajna, jeżeli się nie pozna smaku prawdziwej przyjaźni i spędzania ze sobą mnóstwa czasu.
Do tego tak bardzo szybko idzie sie przyzwyczaić, że ktoś jest obok, że można się kogoś zapytać o coś, że idziesz z dwiema szklankami herbaty w dłoniach i ktoś przyjdzie otworzyć drzwi...
A gdy tego zabraknie i nie ma do kogo buzi otworzyć, z kim na spacer iść - wtedy jest samotność.
I wtedy, gdy ktoś bliski umrze, a nie masz komu się wypłakać, wyżalić...
Aliquando praeterea rideo, jocoro, ludo, homo sum.
Dodano: 2009-07-24 22:58
| Natalia-Julia-Nowak napisał(a): |
|
Co do związków partnerskich, nie zależy mi na nich, bo jestem aseksualistką. Mam mniej zmartwień niż większość społeczeństwa, bowiem omijają mnie wszelkie problemy miłosno-seksualne. 8) |
...jak ja sie ciesze że jestem nimfomanką :D. Nie wiesz dziewczyno co tracisz...no tak...dosłownie XD. Zmartwienia zmartwieniami ale ile przyjemności Cie ominie...no ale Twój mózg raczej by tego za przyjemnośc nie uznał. No ale jeśli Ci z tym dobrze to żyj tak dalej, wianuszek na droge.
Dodano: 2009-07-25 08:26
mnie też omijają problemy miłosne ale nie seksualne ,wam kobietom łatwiej jest być aseksualnie nastawionym
Dodano: 2009-07-25 18:25
| Natalia-Julia-Nowak napisał(a): |
| Co do związków partnerskich, nie zależy mi na nich, bo jestem aseksualistką. Mam mniej zmartwień niż większość społeczeństwa, bowiem omijają mnie wszelkie problemy miłosno-seksualne. 8) |
Bycie aseksualnym wcale nie musi oznaczać rezygnacji ze związków partnerskich. Wręcz przeciwnie - ludzie aseksualni często mają jednakowo silną potrzebę bycia z kimś, co ludzie seksualni. Różnica polega na tym, że zależy im tylko na więzi emocjonalnej, natomiast seks nie ma dla nich żadnego znaczenia, ew. znaczenie negatywne.
Innymi słowy - problemy seksualne mogą omijać, ale problemy miłosne są częstokroć nawet większe, bo trudno znaleźć partnera/kę o podobnym podejściu.
Dodano: 2009-07-26 08:42
Viljar - ja w ogóle nie uznaję miłości (ani fizycznej, ani umysłowej, ani tzw. chrześcijańskiej miłości bliźniego). Jestem nie tylko aseksualistką, ale również antyseksualistką. :twisted:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Antyseksualizm
Dodano: 2009-07-26 09:21
Myślę, że ta seksualność to kwestia czasu. Z twojego profilu wynika, że jesteś w liceum. Może popęd płciowy a o sobie znać w późniejszym okresie. Być może nie pociąga cię to, bo nie zaznałaś dotąd przyjemności seksualnej i nie wiesz do końca czym to praktycznie jest.
Co do związków z osobą aseksualną - do stworzenia go potrzebne są 2 osoby aseksualne, bo jeszcze nie spotkałam faceta, którego interesowałby związek bez seksu. Wszyscy ankietowani zgodnie stwierdzili, że może nie "teraz, zaraz", ale że na dłuższą metę to by nie miało sensu, gdyż oni też mają swoje potrzeby. Poza tym z badań amerykańskich uczonych ( i z obserwacji życia codziennego) wynika, że porozumienie najłatwiej osiągnąć w łóżku (oczywiście należy pamiętać, że to nie jest trwała metoda rozwiązywania konfliktów).
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2009-07-27 13:35
Aseksualna czy nie, temat był o samotności, a jest o bzykaniu. Jestem apolityczny i w ogóle o polityce nie rozmawiam, więc coś chyba nie tak z tą aseksualnością Twoją:D (komuś czegoś brakuje?)
Dodano: 2009-12-02 17:24
| Natalia-Julia-Nowak napisał(a): |
| Viljar - ja w ogóle nie uznaję miłości (ani fizycznej, ani umysłowej, ani tzw. chrześcijańskiej miłości bliźniego). Jestem nie tylko aseksualistką, ale również antyseksualistką. |
To ty może do psychologa lub seksuologa powinnać udać się... bo coś tutaj nie gra u Ciebie :/
Dodano: 2009-12-02 17:25
| Natalia-Julia-Nowak napisał(a): |
| .... bowiem omijają mnie wszelkie problemy miłosno-seksualne. 8) |
To nie problemy... to przyjemność
Nie ma nic piekniejszego na świecie jak być zakochany... no może być zakochanym i byc kochanym.
A kochanie się z kobietą gdy wyładowania szaleją z miłości... Na to słow nie ma ażeby to opisać
Dodano: 2009-12-05 09:18
Jańciu , ale Ci zazdroszczę.
Dla takiej jednej chwili warto żyć a póżniej wspominać ją całe życie.
Bo ja z przeklętych jestem tego świata, Ja bywam dumny i hardy
Dodano: 2009-12-05 09:19
oj święte słowa black_gothic....ech... :wink:

Kochaj bliskich twemu sercu,tak szybko odchodzą...
Dodano: 2009-12-05 17:34
| black_gothic napisał(a): |
| Jańciu , ale Ci zazdroszczę.
Dla takiej jednej chwili warto żyć a póżniej wspominać ją całe życie. |
Och... dziekuję ale zazdrość raczej nie jest tutaj na miejscu...
A zakochanie... ostatnio nawet nuty z winyli są na drugim miejscu
Tego samego zyczę wszystkim... yyy... znaczy zakochania
Dodano: 2009-12-06 02:58
| sphinxia napisał(a): |
| Zakochanie... ech... naiwne... :cry: |
No cóż... punkt widzenia zalezy od sytuacji w jakiej zanjdujemy się... jakis czas temu podobnie myslałem... że mnie to niedotyczy i takie tam...
Dzisiaj jest inaczej
I nawet gdyby miało pierdzielnąc wszystko to i tak zdania nie zmienię, że to zajebista sprawa :)
Dodano: 2009-12-06 15:38
Nie każdemu to pisane... Wygląda na to, że można tylko napisać: Gratki Jancio :D
Sic itur ad astra !