Eskulap w Poznaniu to miejsce, które nadaje się na koncerty jak jajko do grania w golfa. Klub i okolica zaskoczyły mnie swoją obskurnością i brzydotą. A tymi samymi określeniami trzeba określić "koncert" supportu - Zweizz, który składał się z prób rzygania i srania do kibla umieszczonego na scenie, w którym była zainstalowana kamera. I w zasadzie na tym można by skończyć relację.
Ulver zagrał całą nową płytę oraz na zakończenie "Hallways of Always". Koncert uznaję za znacznie słabszy od grudniowego w Warszawie. Nawet nie chcę mi się pisać o wzlotach i upadkach tego wieczora, gdyż tych pierwszych po prostu nie było, a tych drugich było aż nadto. Wiele czynników się na to złożyło, zbyt wiele. Zawartość muzyczna mnie rozczarowała koncertowo jeszcze bardziej niż na płycie.
Oczywiście sprawnie odegrane były te nowe kawałki, ale bez większego polotu, oprócz paru momentów. Wizualizacje jakieś takie bez ładu i składu. Nieporównywalnie gorsze od tych z poprzedniej trasy. Wydawały się być robione na szybko i bez głębszego zastanowienia nad ich koneksjami z treścią utworów. Atmosfera koncertu jakaś taka nijaka, bez większego zaangażowania zarówno panów z Ulver, jak i publiczności.
Podsumowując - wolałbym o tym koncercie zapomnieć i wybrać się chociażby na plenerowego browara niż słuchać i oglądać ten show raz jeszcze. Miejmy nadzieję, że kolejny występ Ulver w Polsce odbędzie się za jakieś 5 lat z górką - może do tego czasu zarówno fani zdążą ochłonąć po tym żenującym koncercie w ich wydaniu, a i zespół wykrzesa z siebie coś więcej aniżeli sztukę-dla-sztuki.