Debiutanckim albumem ''Transfer...'' w math-corowym podziemiu zespół The End zdobył spory rozgłos - nic dziwnego: muzykę zaprezentowaną na tamtym wydawnictwie zaliczam do ścisłej czołówki gatunku. Na ''Elementary'' widoczny jest już jednak kompromis, na który zdecydowała się grupa (a może to winna nowej wytwórni?).
Utwór ''Dangerous'' to kawał solidnego gitarowego ciężaru, przyparwionego czystymi wokalizami. Wokalista ma ciekawą barwę głosu, która przypominać może Cedrixa z Mars Volty. To co jednak razi, najbardziej, to chórki, które na samą myśl przynoszą najgorsze skojarzenia z nu-metalem, niezbyt strawne to połączenie.
Niektóre kompozycje w zalewie tych wad wychodzą jednakże obronną ręką. W melodii utworu ''Throwing Stones'' ewidentnie słychać fascynacje Tool'em i jest to jeden z ciekawszych punktów płyty. Kanadyjczycy zagubili się z tym wydawnictwie, wśród niewielu momentów można odnaleźć całkiem ciekawe metalcore'owe chwile, jak chocby w ''In Distress''.
Na koniec dostajemy tragiczną balladę ''And Always...'' z frapującym solem gitarowym. Różnica pomiędzy umiejętnosciami muzyków zarysowuje się w niej najdobitniej. Półminutowe klimatyczne solo ma w sobie po stokroć więcej mroku, aniżeli bezbarwna gra sekcji rytmicznej.
"Elementary" to pierwszy album The End wydany w wytwórni Replase, na pochwałę zasługuje okładka zdobiąca płytę - jej oprawa graficzna skutecznie przyciąga swoim wykonaniem.
Końcem końców... Zawiodłem się! Zespół, który miał szansę wznieść się na wyżyny twórcze, zaczął bardziej przypominać skomercjolizowaną hybrydę. Mimo to zachęcałbym jednak do przesłuchania tego albumu, może odnajdziecie coś więcej, niż mi to było dane.