W przypadku zespołów thrashmetalowych bardzo często dzieje się tak, że jak zespół próbuje łagodzić muzykę to od razu wiesza się na nim psy. Nie inaczej było z Testamentem, który po dwóch mocnych, thrashmetalowych krążkach złagodził styl na "Practice What You Preach" i jeszcze bardziej na "Souls Of Black". Już te krążki zebrały ostre słowa krytyki, ale najgorsze było chyba jeszcze przez zespołem.
Zasadniczym problemem tego wydawnictwa jest to, że jest łagodniejszy od pozostałych wydawnictw. Niestety, słychać, że utworom brakuje tego zadziora, który by porwał. Dokładnie połowa utworów (paradoksalnie to te z nieparzystymi numerami) jest bardzo nijaka i w zasadzie niczym nie urzeka. Druga połowa utworów jest zdecydowanie lepsza - "Electric Crown" choć daleki od tego co zespół grał dotychczas, wyrasta na jeden z największych hitów zespołu. Nie inaczej jest z zadziornym "Let Go Off My World" i "Deadline". Na uwagę zasługuje mocniejszy od reszty "Agony" i no ballada "Return To Serenity" - tutaj Amerykanie pokazują, że mało kto potrafi pisac takie ballady.
Chociaz "The Ritual" jest albumem delikatniejszym od poprzedniczek, bo od strony instrumentalnej prezentuje się bardzo dobrze - w końcu już wczesniej muzycy pokazali, że grać potrafią i nie inaczej jest teraz. Abstrahując od tego, czy jest to odejście od korzeni, czy też brak pomysłów, należy powiedzieć, że zawartość muzyczna tego krążka jest całkiem niezła, gdyż dostaliśmy kilka dobrych, sprawnie zagranych kawałków, nawet jesli są one lżejsze.
Nie możemy więc powiedzieć, że jest to album gorszy od poprzedniczek, tylko dlatego, że jest lżejszy - zależy co kto lubi. Jednakże "The Ritual" sam w sobie jest krążkiem raczej przeciętnym, gdyż nie znajdziemy tutaj porywających czy odkrywczych rzeczy. Brakuje nawet werwy - jest tylko dobre rzemieślnictwo, a to chyba trochę za mało.
Wydawca: Atlantic Records (1992)