Na początku tylko muchy,
jak narcyzy
skrupulatnie zsiniałe gałązki
rozciągając zwiotczałe,
otwarte lecz nieme
balsamem na skórze
Kilka chwil i już
komar cegłą brudną
ściekając kropla po kropli
dobitnie i karminowo
zlizywany
w wciąż świeżej nienawiści
pamięć
zanim, po, wkrótce,
zastyga,
jak gąbką wchłaniane
dryfują więc włosy
falują w moczu i gnoju
tu rzucone
w snach znów
strząsany popiół
gdzie wczoraj brzozowo,
melodyjnie
trzepotały rzęsy
tu ścięte kwiaty
płynąć
sen się nie kończy
roztopiony patelnią pamięci
ściąga aureole