Rush wydawał mi się zespołem, który przez krytykę zawsze stawiany był za King Crimson, Pink Floyd, Genesis, Yes, czy Jethro Tull. Rzeczywiście pierwsze płyty zespołu były kiepskie, ale "2112" pokazało ogromne możliwości grupy. "Hemspheres" tylko potwierdza, że Kanadyjczycy mają nieprzeciętne pomysły.
Jedyną rzeczą, do której trzeba się przyzwyczaić to delikatny i wysoki wokal, kojarzący się trochę z artystami country. Niestety jest on pewną barierą w odbiorze muzyki. Są jednak instrumentarium jest na tyle przemyślane i na tyle pogmatwane zarazem, że czyni "Hemispheres" jednym z najlepszych jeśli nie najlepszym krążkiem zespołu.
Tracklista:
01. Hemispheres
I. Prelude
II. Apollo/Dionysus
III. Armageddon
IV. Cygnus
V. The Sphere
02. Circumstances
03. The Trees
04. La Villa Strangiato
Wydawca: Mercury Records (1978)