Opowiem ci o tym, bo już od dawna czekam na odpowiedni moment. Dziś go nie ma, ale nie szkodzi.
Chcę
cię miażdżyć w rękach, słyszeć odgłosy kiedy pękasz. Godzinami upychać
w lodówce, zamrozić albo sproszkować. Wszystko. Chcę z tobą
wszystkiego. Czasem ze znużeniem szczypać cię po bokach innym razem z
całym ładunkiem czułości w tobie wybuchać. W bezpiecznym koncie mojej
głowy zaczekać na lepszy czas ...
Staram się nie mówić o pragnieniach. Wszyscy się wtedy krzywią i wydają się zdegustowani. Mam wrażenie, że chcą wepchnąć mi to co powiedziałam z powrotem do środka. Siedź cicho. Nie chcemy słuchać jak mruczysz jakieś abstrakcje pourywane, bez rąk. Idź gdzie indziej rozpływać się po kanapie. Zapal sobie, zapal i się zamknij. Z zawrotną szybkością zapadam się do środka i zachowuje normalny wygląd tylko dlatego, że wypełnia mnie dym. Jest pompką mojego ciała. I w cale nie chudnę. Tylko tyję. I jestem jak balon z helem i wiszę nad stołem. W takich chwilach zapominam, że w ogóle jakoś pachnę. Wszystko wokół się zamazuje i zostaje tylko ja nierozmyta , dosadnie cielesna. Aż głupio, zawstydzająco i za bardzo realnie. Ordynarnie czuję każdy kawałek pleców i ramion. Tak, że mogę go obmacać w garści jak owoc. W końcu robię się ciężka i balon pęka, roztrzaskuje się o blat. Głupio się głupim wydaje, że to nie boli. Boli tylko tego nie czuć. Śmieszne, od rana jazda znów się zacznie.
Wiesz, opowiem ci o tym jutro. Ach już mówiłam? Nie szkodzi, dziś to nie jest odpowiedni moment a ja właśnie na taki czekam.