Są zespoły, które swoją błyskotliwością, pomysłowością i przebojowością wyprzedzają innych wykonawców, zasłużenie wybijają się ponad własne środowisko i wchodzą z dumą do panteonu legend muzyki. Do tego wąskiego grona należy choćby Metallica, która niewątpliwie wpłynęła na całe rzesze muzyków po wszystkich stronach rockowo-metalowego frontu. Inne zostają docenione po latach, ale otrzymują swoje miejsce w historii jedynie z opóźnieniem, jak wzgardzony przez jakiś czas Cynic, który okazał się wyprzedzić swoją epokę w '93 roku, gdy wydał niesamowity album "Focus". Oczywiście najszersze grono stanowią muzycy niespełnieni, których kariery potoczyły się mniej szczęśliwie, a ich płód artystyczny nie został doceniony... Czasem niesłusznie. Do tych pechowców niewątpliwie należy nieistniejąca już ukraińska grupa Phantasmagory.
Drugi utwór jest... w pełni instrumentalny. Niespotykane podejście, ale zupełnie uzasadnione, bo "Echos Of Depression Whirlwind" to utwór o niezwykłej energii, mnogi w pomysły i niebanalne motywy. Coś, co trzeba usłyszeć. Nie będę jednak rozpisywał się nad poszczególnymi utworami. Żaden kawałek nie odstaje poziomem i każdy jest godny poznania. Warto jednak wspomnieć, że piąty utwór, "Everlasting Change", ma aż 16 minut. I pokuszę się o stwierdzenie, że to jednocześnie najlepszy i najsłabszy utwór na tym albumie. Zawiera wspaniałe melodie, niezwykłe pomysły, genialny klimat, ale muzycy byli chyba zbyt pewni siebie, bo pojawiają się w ciągu tego długiego czasu również momenty dużo słabsze. Kawałek wprawia nas więc w swego rodzaju sinusoidalne samopoczucie. Gdy już dochodzimy do granicy znużenia, pojawia się kolejna świetna melodia. Zaczynam się nawet zastanawiać, czy nie było to zamierzone działanie - w końcu sinusoida to w pewnym sensie odzwierciedlenie tytułu...
Bardzo ciekawie rozwiązano kwestię wokalu. Otóż pojawiają dwa rodzaje growlingu - jeden skrzekliwy, a drugi głęboki, gardłowy, kojarzący się raczej z kapelami grindowymi. Zespół daje nam jasno do zrozumienia, że wokalizy stanowią dla nich raczej dodatek, traktują je bardzo swobodnie i bawią się nimi na całym albumie, a warto wspomnieć, że pojawia się również melorecytacja w stylu "To Live Is To Die" Metallicy.
Takie luźnie podejście do wokalu znajduje jednak odzwierciedlenie w budżetowej produkcji. Silny nacisk na stronę instrumentalną sprawia, że wszelkie przekazy werbalne są słabo słyszalne i niezrozumiałe. Mnie to jednak nie przeszkadza, bo nigdy nie zwracałem szczególnej uwagi na śpiewaków. Dodatkowo Phantasmagory serwuje słuchaczowi prawdziwą instrumentalną ucztę. Motywów w każdym utworze jest pełno, proste rytmy prawie nie występują, a współpraca między poszczególnymi muzykami jest najzwyczajniej genialna. Tu nie ma miejsca na indywidualne popisy, tu gra zespół - prawdziwie organiczny twór, w pełni zsynchronizowany pod względem motorycznym i kompozycyjnym.
Trzeba jednak dopełnić formalności i powiedzieć, że to nie jest album stricte metalowy. Bliżej mu do wspomnianego wcześniej "Focus", niż do "Spheres". Muzyka ma raczej refleksyjny, spokojny charakter i stanowi swego rodzaju duchowe przeżycie. Phantasmagory postawiło na współbrzmienie, klimat i udało się naszym sąsiadom z Ukrainy stworzyć dzieło, które pozwala naszym uszom doświadczyć niezwykłych dźwięków. Dziwnych dźwięków.
Tracklista:
01. The Labyrinth Of Thinking
02. Echos Of Depression Whirlwind
03. Allegory
04. Hero
05. Everlasting Change
06. Weird Sounds
07. Disharmagory
Wydawca: The Flaming Arts Productions (1999)