Po dwóch bardzo dobrych albumach, które niestety obiły sie bez echa, zespół opuścili DeFarfalla i Nordin, a w ich miejsce zatrudniono perkusistę Martina Lopeza, a podczas sesji nagraniowej partie basu obsłużył Akerfeldt.
Nie nazwałbym tego albumu słabszym - on jest po prostu inny. Osobiście bardzie sobie cenię "Morningrise", gdzie słychać, że zespół miał stertę pomyśłów i potrafił je wykorzystać. Tutaj pomysłów jest mniej, ale zespół wiedział już jak to ubrać w dźwieki. Warto jednak zaznaczyć, że to właśnie dzięki temu albumowi zespół został zauważony i mógł pokazać szerszemu gronu całą paletę pomysłów.
Wydawca: Candlelight Records (1997)