Pod koniec 1991 roku po powrocie z trasy promującej debiutancki krążek "The Key" Nocturnus nagrał swój drugi album zaliczany dziś do miana progresywnego death. Tu właściwie kończy się historia fenomenalnego zespołu, którego to członkowie wykopali w 1992 r. jego pomysłodawce pana M. Browning'a (ex perkusistę Morbid Angel). Konflikty wewnętrzne doprowadzające do owej sytuacji pozostawiam dla zainteresowanych, bowiem zawartością "Tresholds" czas się zająć.
Fragment wspomnianego tworu Lovecrafta zawarty w "Climate Controler" rozpoczyna więc płytę. Kompozycja dość długa, trwająca niespełna 8 minut to dość wyrafinowany techniczny death, urozmaicony częstymi zmianami tempa, usytuowanymi nieco w tle organami i ciekawymi solówkami. Co ważniejsze całość nie męczy, być może z przyzwyczajenia do ostatnio słuchanego przeze mnie "In Their Darkened Shrines" Nile.
"Tribal Vodoun" rozpoczyna świetne solo, po czym atakują nas połamane riffy skomplikowanych partii gitar suto zakrapianych organowym tłem.
Solówki! Bardzo mocny atut zawartości "Tresholds" pojawiają się w kolejnym "Nocturne In Bm" wprowadzając w przyjemny dla ucha klimat. Bardzo dobry "przerywnik", po którym rozbrzmiewa "Arctic Crypt" chwila moment... ja to znam! oczywiście, słyszałem ten kawałek na "Pathetic Being" Sceptic! Taki oto maly szok zafundował mi Nocturnus. Co do wykonania "Arctic Crypt" przez Jacę Hiro, powiem ze dokonał jego mistrzowskiej interpretacji, zresztą podobnie z "Paralized, Mesmerized" Coroner'a no ale Jaca to juz taki majster. Powracając do wykonania oryginalnego, jest to najbardziej melodyjny utworek, i odbiegający nieco od reszty.
"Aquatica" i ponownie mamy kawałek trwający dobre 7 minut, zgodnie z tytułem slychać szum fal niczym z rodzimego Bałtyku. Mamy tutaj wszystko co do tej pory usłyszeć można było, dotatek stanowi trochę "bieganiny" po gryfie. Odnoszę też wrażenie że jest bardziej wyniosły wynikiem organowych poczynań niejakiego Louis'a Panzer'a.
Był fragment Necronomiconu, była woda, czas na helikopter i małe trata tata... takim oto urozmaiceniem rozpoczyna się "Subterranean Infiltrator" i niczym "Spiral Architect" przez pierwsze 1:20 sec. zespół serwuje techniczny warsztat zwięczony solówką. Rwane riffy, szybkie tempo, no i te solówki... myślę że w przypadku konfrontacji uwczesnych dokonań Morbid Angel z Nocturnus, Tray Azagthoth miał trochę zaległych lekcji. No ale to tylko moja skromna. Kończący płytę "Gridzone" to duża melodyjność, nieco wolniejsze tempo na początku, ku uciesze przerywane szybkimi partiami, i dająca się zauważyć epickość.
"Tresholds" to zdecydowanie kultowa płyta, dla wielu temat sporu, czy gorsza od szybkiego "The Key"? Moim zdaniem nie.
Ocena: 9/10
Wydawca: Earache Records (2000)