"The Key" to album jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy. Kilka lat temu kiedy się z nim zetknąłem średnio przypadł mi do gustu, głównie ze względu na kiepskie brzmienie, słabe wokale i nieciekawe partie perkusji. Jedyne co ratowało ten album w moich oczach to solówki Mike'a Davisa. Kilka lat minęło i odświeżyłem debiutancki "Klucz"... magia.
Jest rok 1990, death metal w rozkwicie, a "klasykami" gatunku są wówczas "Altars Of Madness" Morbid Angel, "Leprosy" Death i "Slowly We Rot" Obituary. Wszystkie wspomniane grupy w swojej muzyce w zasadzie odwoływały się do thrashowych korzeni brutalizując w zasadzie ten gatunek. Nagle ni stąd ni zowąd pojawia się Nocturnus, który oferuje death metal naszpikowany futurystycznymi (z perspektywy czasu może i nieco tandetnymi) klawiszami, rozbudowany w formie i bardzo zaawansowany instrumentalnie. Ploka nawet głosi, że Jeff Estes przyszedł tak pijany na sesję nagraniową, że wszystkie partie basu nagrał Davis.
Mike Browning choć rzeczywiście objawia się tu jako dość słaby muzyk (zarówno niezbyt mocny mocny growling jak i nie najwyższych lotów partie perkusji), ale świetny lider i kompozytor. Utwory są zróżnicowane, rozbudowane, szybkie, techniczne, odważnie łączące brutalne standardy death metalu, z elementami science fiction i jazzu. Choć to atmosferyczne klawisze Louisa Panzera są tu największym novum, to bezapelacyjną gwiazdą jest to 20-letni Mike David, który wciągu 2 lat poczynił przeogromne postępy. Jego partie gitar - zarówno riffy jak i solówki zapierają dech w piersiach. Mało tego - materiał brzmi świeżo, dynamicznie i jedyne do czego można się przyczepić (poza Mikiem Browningiem) to słabe brzmienie.
To, że Nocturnus wyprzedził swoje czasu to nie ulega wątpliwości - po dziś dzień jest to jeden z ciekawszych i lepszych albumów w gatunku. To, że Davis to genialny gitarzysta to też dziwić nie powinno - to między innymi z tego względu Trey Azagthoth (Morbid Angel) nosi koszulkę z logiem Nocurnus i odkupił od Davisa jego żółtego Jacksona. Gdybym miał wybierać najlepszy album death metalowy pod kątem gitar wybrał bym właśnie "The Key". Zastanawiam się tylko jakby brzmiał ten album, gdyby za garami siedział taki Sean Reinert... Płyta rozeszła się w stutysięcznym nakładzie, ale pierwsze jej wydanie uchodzi za kolekcjonerską perłę.
Tracklista:
01. Lake Of Fire
02. Standing In Blood
03. Visions From Beyond The Grave
04. Neolithic
05. Undead Journey
06. Before Christ/After Death
07. Andromeda Strain
08. Droid Sector
09. Destroying The Manger
10. Empire Of The Sands
Wydawca: Earache Records (1990)