Anioł, który czeka...
Była letnia noc. W ogrodzie wszystko niby było po staremu… ptaki
śpiewały, gałęzie wiśni miały już piękne owoce, a woń kwiatów była
wyczuwalna na całym jego obszarze. Nie była to jednak zwykła woń… w
każdej części ogrodu była inna. Raz do upojenia pachniała sennie
lawendą, melisą i innymi ziołami… a raz różami, Galiami… czasami ciężką
wonią, która jak kadzidło wdzierała się do płuc i podstępnie wywoływała
kaszel. Lecz najciekawsza była nad stawem… delikatna, zwiewna,
połączona z zapachem magnolii, Lilli wodnych i rosy… Była to niezwykła
noc bowiem dziś po długim nowiu księżyca, wyjrzał nie tylko za chmur,
ale niczym kobieta swoje włosy z twarz, odsłonił kawałek siebie.