Hej Mefisto! Coś dyrygentem tej tyrady,Huraganie! Co rozbijasz dźwięków faleGromko i dbale prowadząc je ku skaleNiczym świszczące nad ziemią cykady.
Zagraj i mnie melodię jaką porywistąMozolnie piętrzącą się nad szczyt urwiska,Po czym runęłaby do wnętrza jej pyskaZostawiając za sobą mroku powłokę mglistą.
Istoto! Co tchniesz w piekieł trąb dechWzywając do się jakoby sukkub po grzech,Bądź mi hymnem grającym na umyśle
I poprzez serce przetocz batalii interwały,Niech do ciała pompując
rytm wyśleBy dzielnie przez życie kości maszerowały.
KostucH