Finland Finland! Scena podobno jedna z mocniejszych na świecie, ale z tego co się orientuje, to 99% to kopie Nightwish i Children Of Bodom. Ostatnio pojewiło się kilka mocniejszych kapel (Rotten Sound, Amoral), a kilka innych podbija swiat myśląc, że gra metal (HIM, Lordi, The 69 Eyes) . A tutaj nie stąd ni zowąd pojawia się Mors Principium Est - już sama nazwa zespołu nasuwa skojarzenie, że będziemy mieli doczynienia z tandetą ...
Minusem tego albumu jest to, że solówki są słabo nagrane, są na drugim planie i trzeba się mocno wsłuchiwać. Poza tym, im dalej płyta leci to zespół trochę traci pomysły, a muzyka przypomina szwedzką, melodyjną łupankę podrasowaną klawiszami.
Ciężko jest mi jednoznacznie ocenić ten album. Z jednej strony mamy bardzo energiczne kawałki, granie na bardzo dobrym poziomie, całkiem przyzwoite kompozycje. Z drugiej jednak Mors Principium Est nie gra niczego, czego już wcześniej nie słyszeliśmy. "The Unborn" jest po prostu bardzo dobrze skomponowanym zlepkiem zapożyczeń od kilku innych zespołów, którego można posłuchać z przyjemnością, wypić przy tym piwko, zrobić imprezkę, wyszaleć się. Ale nie oczekujcie od tego albumu ani odkrywczości ani czegoś naprawdę świetnego. Po prostu dobry album.
Wydawca: Listenable Records (2005)