Kiedy usłyszałem o zespole kryjącym się pod dziwaczną nazwą Lykathea Aflame, który wydał płytę "Elvenefris", pomyślałem od razu o jakimś modnym ostatnio power/gothic metalu. Okładka płyty utwierdziła mnie w tym przekonaniu... dopóki nie przeczytałem jakiejś recenzji, że Lykathea Aflame to jeden z najbardziej niezwykłych zespołów deathmetalowych. Moja konsternacja sięgnęła zenitu...
Utwory są bardzo długie, często w granicach siedmiu minut. Każdy z nich jest bardzo rozbudowany, a jednocześnie techniczny. Prawdziwą perłą płyty jest praca perkusisty Toma Corna, który jest co najmniej tak samo dobry jak Flo Mounier. Słychać, że ten muzyk był inspiracją dla Czecha, dlatego też od razu możemy wykluczyć, jako żeby Lykathea Aflame grali w sposób jednostajny. Płytę wieńczy 12-minutowy "Walking In Garden Of Ma'at" - całkowicie instrumentalny, pełen odgłosów przyrody, które w piękny sposób zamykają ten ponury, agresywny i brutalny krążek.
Osobiście jestem oczarowany Lykathea Aflame. Oczywiście, ktoś mógłby się przyczepić, że są wtórni, ale Czesi nawet jeśli inspirują się Cryptopsy i Nile, to byli w stanie styworzyć coś swojego, nadać brutalnemu death metalowi nowej jakości i - odważe się to powiedzieć - przerosnąć mistrzów.
Wydawca: Obscene Productions (2000)