Puszka Pandory została otwarta - internet przepełnia się negatywnymi opiniami na temat wspólnego albumu Metalliki i Lou Reeda. Jedni recenzenci biją rekordy w długości słowotoków. Drudzy ograniczają się do paru zdań. W większości są zgodni co do tego, że od słuchania bolą ich zęby. Skłonny byłem uwierzyć w słuszność ich dolegliwości, dopóki nie pomyślałem... Odbiór dźwięków szczęką? Toż to przyznanie się recenzenta do pomieszania zmysłów!
Niestety części świata trzeba jedno uzmysłowić. To nie jest album thrashmetalowego zespołu Metallica. Świadczy o tym obecność smyków, elektroniki i, przede wszystkim, Lou Reeda. Efektem jest dzieło awangardowe, o niszowym - poza paroma chwytliwymi motywami - charakterze. Oczywiście muzycy, firmując je swoją nazwą, sami się proszą, żeby wpadało w niepowołane ręce. Cóż, są już dorośli. A jacy są słuchacze?
Ocena: 7/10
Tracklista:
01. Brandenburg Gate02. The View03. Pumping Blood04. Mistress Dread05. Iced Honey06. Cheat On Me07. Frustration08. Little Dog09. Dragon10. Junior Dad
Wydawca: Warner Bros. (2011)