Czy to moja wina, że prosiłeś o rzeczy tak przyziemne?
A
mogłeś mieć wszystko. Być królem świata, panem wszystkiego, co żyje.
Zdobywać szczyty i penetrować głębie. Mieć u swych stóp wierne
oddziały, na jedno skinienie gotowe oddać życie swoje, lub zabrać życie
twoich wrogów. Dlaczego poprosiłeś o tak mało?
Czy była tego warta?
Owszem, nie zapomnisz jej nigdy. Zgadza się, zawdzięczasz jej więcej,
niż życie. Ale czy aby na pewno? Spójrz głębiej w swoje serce, zajrzyj
tam, gdzie nigdy dotąd nie odważyłaś się zaglądać. Widzisz? Możesz
oszukać mnie, możesz oszukać ją, możesz oszukać cały świat. Siebie
okłamać jednak nie dałeś rady.
Mięczak. Dokładnie, tak jak mówię!
Patrzysz na mnie tymi cielęcymi oczyma, gotoweś mi się zaraz rozkleić.
Tak, tak, mój panie. Kupowałeś, teraz płać. Nie ma zmiłuj, nie ma
taryfy ulgowej. Chciałeś dla niej dobrze, chciałeś dobrze dla was.
Dostaliście wszystko, czego chciałeś. Mało? Trzeba było prosić więcej.
Nie broniłem, nie odmawiałem. Ile razy prosiłeś, tyle razy dałem.
Matce, ojcu nie zawdzięczasz tyle, co mi.
Pora płacić, słyszysz?
Ha,
teraz do góry wznosisz oczy? Teraz w Nim szukasz oparcia? Nie
znajdziesz, mój drogi, nie znajdziesz. Ze wstydu schował się tam, gdzie
nikt, nawet syn jedyny odnaleźć go nie potrafi. Kiedy godziłeś się na
umowę, nie dowierzał. Kiedy korzystałeś z jej zapisów, kipiał złością.
Ale teraz, kiedy przyszedł na ciebie czas, zapłakał. Świat nie może go
takim widzieć, o nie. Jest przecież największy, najsilniejszy,
wszechwładny i wszechmocny. Nie może ścierpieć, gdy przegrywa.
A zdarza mu się często.
Jasne,
w ostatecznym rachunku i tak wygra. To pojedynek, w którym nigdy nie
było równych szans. Zupełnie jak poker w Vegas – z kasynem wygrywa się
nigdy. Można uszczknąć tysiąc, dwa, można nawet jakiś czas być na plus.
Ale w ostatecznym rozrachunku i tak wygra dom. W tej ostatniej,
Wielkiej Grze, w której pieprzony krupier już rozdał pięć jokerów na
swoją własną rękę, chociaż gracze nieledwie usiedli do stołu. Ale do
tego jeszcze bardzo daleko, mój drogi.
Trzy razy się go zaprzesz, nim uwolni cię Armagedon.
No
jak, gotowyś? Ile mam jeszcze czekać? Liczysz, że ktoś cię uwolni? Że
się nad tobą zlituje? Nie ma szans! Ta karczma „Rzym” się nazywa, więc
pakuj manatki i w drogę. Mamy przed sobą wiele ciepłych chwil razem.
Dziś poznasz prawdziwy sens słowa „wieczność”.