Wrocław 25 kwietnia, swój jedyny koncert w Polsce zagrała amerykańska formacja Sleepytime Gorillla Museum. Zespołem, który zaś suportował, było Indukti. Śmiem twierdzić, że to jedyny znany mi zespół z naszej rodzimej sceny muzycznej, który to potrafiłby onieśmielić swym występem nawet gwiazdę tego wieczoru.
Wokalnie na płycie udziela się gościnnie zaproszony wokalista Riverside, jednak w większości jest to muzyka instrumentalna przez co wokale w bardzo mały stopniu zdobią ten album. "Cold Inside... I" to jeden z dwóch numerów, w których doskonale słyszymy walory wokalne Mariusza Dudy.
"No. 11812", gotycki początek utworu, jednostajny transowy rytm, jednak o swych niebanalnych umiejętnościach przypominają nam dźwięki skrzypiec Ewy. Kreując od tej chwili napięcie w tym utworze, na podbudowie mocnej przestrzeni gitarowej. "Uluru" motorem napędowym tym razem jest perkusista zespołu, który z pełną furią i wśkiekłością wybija swoje partiie. Gitarzyści nie pozostają dłużni, zakończenie to totalne wyciszenie z lekkimi dźwiękami harfy. Zespół postarał się również o niesamowitą końcówkę, tak jak doświadczony bokser ostanim numerem Indukti zadaje nam nokautujący cios. "...And Weak II", perfekcyjne zakończnie albumu, słychać pełen wigor każdego z osobna instrumentu, a wszytko to w celu pełnego paraliżu, którego doznajemy po ostatnich nutach.
Mam ogromny szacunek dla twórców tego albumu. Stworzyli płytę do której powracam z dużą regularnością. Jestem pewien - zespół stać na jeszcze wiecej, śmiem nawet twierdzić, że kiedyś zdarzy się, że to Sleepytime Gorillla Museum, będzie suportował nasz polski zespół. Oby, oby...
Wydawca: OffMusic (2004)