Biegła co sił, nie patrząc za siebie. Nie poznawała już mijanych drzew. Jakieś pięć minut temu przekroczyła granice swojego lasu. Lasu który przez trzydzieści dwa lata dawał jej schronienie. Teraz go opuszcza by chronić to co ma najcenniejszego. Stróżka potu spływała jej po czole. Pościg był coraz bliżej. Nie mogła dalej ryzykować. Znalazłszy kupkę paproci ukryła w niej zawiniątko. Złożyła na nim swój ostatni pocałunek i pobiegła dalej. Najemnicy byli już blisko. Złapali ją. Przed śmiercią poniżyli, ale dla niej ważne było tylko jedno. Żeby jej jedyny syn z odrobiną boskiej pomocy przeżył.