Wcześniej czy później musiało to nastąpić i talent kwintetu Cephalic Carnage musiał wybuchnąć. Stało się to na trzecim pełnym wydawnictwie "Lucid Interval". Już wcześniej zespół pokazał, że grindcore może być muzyką zaawansowaną instrumentalnie, ale dopiero teraz formacja odkryła w pełni, a przynajmniej w znacznej części swoje atuty.
Są jednak dwa elementy, które działają na niekorzyść zespołu. Pierwszą, poważniejszą z nich jest fakt, że próżno tu szukać melodii czy jakichkolwiek chwytliwych harmonii. Drugą jest surowość brzmienia i puste brzmienie werbla. Nadaje to muzyce bardzo odlschoolowego charakteru, ale z drugiej strony myślę, że o wiele lepiej brzmiałby ten materiał, gdyby brzmienie było mniej surowe.
Dzięki "Lucie Interval" Cephalic Carnage udowodnił, że włączył siebie do grona najlepszych instrumentalnie zespołów stąpających po padole. Pokazał także, że jest to ekipa całkiem niezłych kompozytorów. Może nie jest to materiał genialny czy szalenie urozmaicony stylistycznie, ale poziom tu zaprezentowany na pewno karze zaliczyć tę formację do czołówki death metalu i grindcore.
Tracklista:
01. Scolopendra Cingulata
02. Fortuitous Oddity
03. Anthro-Emesis
04. The Isle Of California
05. Pseudo
06. Friend Of Mine
07. Rebellion
08. Zumo Gyakusastsu
09. Black Metal Sabbath
10. Cannabism
11. Lucid Interval
12. Misguided
13. Redundant
14. Arsonist Savior
Wydawca: Relapse Records (2002)