O takich albumach jak ten pisze się najciekawiej. I to wcale nie chodzi o jego poziom tylko o kontrowersje jakie wzbudza. Jakiś czas temu, przeglądając zagraniczne portale napotykałem różne opinie wychwalające omawiane wydawnictwo pod niebiosa. Nigdy wcześniej nie dane mi było usłyszeć tego zespołu, ale rzekomo, to co tworzy zespół miało być czymś … wyjątkowym.
Celowo aluzje do Into Eternity zostawiłem na sam koniec, gdyż wydaje mi się, że Between The Buried And Me ma podobną przypadłość co ekipa z Kanady – brakuje im własnej tożsamości. I choć w przeciwieństwie do dokonań Kanadyjczyków „Colors” zawiera muzykę daleką od banału, to da się zauważyć, że poszczególne motywy są zwykłą zżynką z innych zespołów, a pomimo swojej techniczności, to utwory są tak skonstruowane, że wchodzą jak woda i w sumie w ogóle nie zmuszają słuchacza do zagłębienia się w nią. Fakt, że albumu słucha się wybornie, muzyka porywa, ale brakuje tu głębi, czegoś, co by określało cel tej muzyki – tutaj się właśnie objawia geniusz takich zespołów jak The Dillinger Escape Plan, gdzie w zasadzie każdy dźwięk ma tam swoje uzasadnienie i do czegoś zmierza – tutaj tego nie ma.
Pomimo całych tych moich narzekań na brak oryginalności, muszę powiedzieć, że „Colors” jakby nie patrzeć zawiera kawał fantastycznego, niebanalnego grania, które naprawdę porywa. To jest taki album, który zachwyca w sumie od pierwszego przesłuchania i gdyby przymknąć oko na te zapożyczenia to możemy mówić o naprawdę rewelacyjnym albumie. Dla kogoś, kto niekoniecznie szuka czegoś odkrywczego, a ceni sobie dobre granie, to najnowszy wypust Between The Buried And Me będzie strzałem w dziesiątkę – odnajdziemy bowiem tutaj prawie wszystko co dobry metalowy album powinien zawierać – jest czadowo, jest urozmaicenie, jest technicznie, jest melodyjnie – to i tak bardzo dużo.
Wydawca: Victory (2007)