Amerykański duet uderza po raz drugi, tym razem z EP - ką „A diamond for disease”. Debiutancki krążek namieszał trochę wśród krytyki – jedni zespół pokochali inni nie odnajdowali w nim niczego szczególnego. Niemniej jednak Arsis został zauważony i anonimowy nie jest.
Kolejnym felerem tego wydawnictwa jest to, że zawiera zaledwie trzy utwory. O ile dwunastominutowy utwór tytułowy jest naprawdę fenomenalny, bogaty w aranżacje i świetnie zagrany, o tyle cover Alice Cooper’a „Roses on white lace” niczym nie porywa – ot, rytmicznie zagrany, z bardzo nowoczesnymi riffami – ten utwór umyka uwadze. Na zakończenie niespełna trzyminutowy „The promise of never” z ciekawym riffem pokazuje bardziej melodyjne oblicze zespołu – takie nieco ostrzejsze Arch Enemy z okresu „Anthems of rebellion”, ale i tutaj Arsis nie porywa.
Nie wiem co na celu miał zespół wydając ten krążek, gdyż nie pokazuje on ani jakiegoś wyraźnego progresu zespołu, ani też niczym nowym nie zaskakuje jeśli chodzi o poziom kompozycyjny. Utwór tytułowy, zespół mógł sobie spokojnie zachować na pełne wydawnictwo. „A diamond for disease” można spokojnie ominąć i nikt nie powinien mieć żalu, że tej płytki nie usłyszał. Jeśli ktoś lubi takie granie, o wiele lepszym posunięciem będzie sięgnięcie po pełny album zespołu, który zdecydowanie bardziej zweryfikuje wartość tego zespołu.
Wydawca: Willowtip (2005)