Przy okazji miłych wieczornych spotkań z twórczością takich zespołów
jak Armored Saint przypomina mi się jak bardzo niesprawiedliwy bywa
nawet i ten muzyczny świat. Ta powstała we wczesnych latach 80
ubiegłego wieku grająca klasyczny heavy metal formacja jest pewnie
jednym z wielu niedocenionych muzycznych tworów tamtych lat, panowie,
bowiem swoją twórczością prezentują kunsztowną, stojącą na bardzo
wysokim poziomie grę z przebojowym wprost idealnie nadającym się na
koncerty wokalem Johna Busha. Mimo to, że moim zdaniem grupa śmiało
mogłaby stawać w szranki nawet z samym Judas Priest, na którego
koncertach (zresztą nie tylko) często byli suportami, w jakiś nie
zrozumiały dla mnie sposób została ona odsunięta na bok.
Na płycie znajdziemy dziesięć kompozycji charakteryzujących się klasycznym heavy metalowym pazurem, nienaganną gitarową grą i nieprzeciętnym wokalem, o którym parę słów padło już we wstępie. Praktycznie już od pierwszych sekund odsłuchu stajemy twarzą w twarz z potęgą "pewnych siebie" elektrycznych gitar i "dumną" perkusją, panowie bowiem tworzą swoje utwory z zapałem i iście hard rockowym zacięciem, jeśli chodzi o bębny, te brzmią tutaj bardzo soczyście i wyraźnie. Muzyka jest raczej szybka, chociaż nie pędzi bez opamiętania, co daje bardzo przyjemne wrażenie uczestnictwa w koncercie, nie zaś odsłuchu kolejnej płyty studyjnej.
Do perełek, dzięki którym płyta zasługuje na uznanie w muzycznym światku, na pewno należy "Can You Deliver", a to głównie za sprawą swej przebojowości. Piosenka ta obdarzona prostym gitarowym riffem, wspaniale brzmiącą perkusją i niesamowitym wokalem, bardzo szybko wpada w ucho, a jej tekst dzięki wielu powtórzeniom łatwo zapamiętać. Oczywiście grupie nie brak również ambitniejszych kawałków. Do takich z pewnością należy "Take A Turn", przepiękna ballada, z płaczącą gitarą elektryczną i zabarwionym emocjonalnie wokalem Busha. Również Gonzalo Sandoval siedząc za zestawem perkusyjnym nadaje niezwykłej atmosfery całej kompozycji, zaś pojawiająca się w końcowej części utworu przepiękna solówka wręcz zmusza do poddania się muzycznemu wpływowi. Po chwilach zadumy zatrzymujemy się przy kolejnym dość szybkim utworze o nazwie "Glory Bell". To co mnie "kupiło" w nim to wstęp, w którym prym wiedzie przepiękna z każdym uderzeniem w struny coraz bardziej (lecz powoli) rozwijająca się gitara, która w przy końcówce kompozycji ewoluuje w szybką i zadziorną solówkę, która swym brzmieniem wiedzie nas po dzikich ostępach muzycznej pustyni wprost do oazy "wytchnienia" - elektryzującego zakończenia. Na zakończenie grupa częstuje nas solidną dawką przemyślanej, skocznej muzyki. "False Alarm", szokuje piękną solówką, chyba najpiękniejszą z całej płyty zdolną na długo wyryć się w naszych sercach.
Podsumowując, choć Armored Saint do wspaniałych i wielkich formacji nie należał nigdy, to gdzieś w pierwszej dwudziestce mógłby dla siebie znaleźć miejsce. Mógłby. Tym jednak razem to nie umiejętności zespołu, a widzimisię wytwórni zadecydowały inaczej.
Tracklista:
01. March Of The Saint
02. Can Tou Deliver
03. Mad House
04. Take A Turn
05. Seducer
06. Mutiny Of The World
07. Glory Hunter
08. Stricken By Fate
09. Envy
10. False Alarm
Wydawca: Chrysalis Records (1984)