O Anekdoten często się mówi, że są najlepszą imitacją King Crimson. Choć rzeczywiście zespół ten mocno inspiruje się twórczością Roberta Frippa, to nie do końca zgodzę się jednak z tym stwierdzeniem.
Solą w oku jest jednak fakt, ze szybko się przekonujemy, że jest to jednak granie dość hermetyczne i schematyczne. W zasadzie w każdym utworze spokojne motywy przeplatają się z agresywnymi i wszystkie niestety brzmią dość podobnie. Może nie miał bym nic przeciwko temu, gdyby te dźwięki były naprawdę oryginalne. "Nucleus" wydaje się być ołowianym braciszkiem wspomnianego już dzieła King Crimson, ale jak na ołowiany twór przystało - płyta przytłacza. Dostrzegałbym jednak w tym zalety niż wady. Ciężko się tego słucha, ale z tych dźwięków rozbrzmiewa iście paranoiczna atmosfera, która paraliżuje.
Nie jest to płyta wybitna, choćby dlatego, że za mało tu oryginalności. Jednak ta mała namiastka czegoś swojego, w tym przypadku okazuje się wystarczającym motywem, który powinien zachęcić do sięgnięcia po tą płytą. Bo jest to kawał naprawdę świetnie zagranej i dobrze skomponowanej muzyki, której siła tkwi w nastroju i tej nieposkromionej nutce szaleństwa.
Tracklista:
01. Nucleus
02. Harvest
03. Book Of Hours
04. Raft
05. Rubankh
06. Here
07. This Far From The Sky
08. In Freedom
Wydawca: Virtalevy Records (1995)