Rzeszowski koncert Closterkeller i Via Alia z 14 listopada 2007 roku, jaki odbył się w klubie studenckim Pod Palmą, w ramach trasy koncertowej Abracadabra Gothic Tour, stanowił z cała pewnością jedno z ważniejszych wydarzeń życia kulturalnego Rzeszowa - dwunastego z siedemnastu miast, które miały zaszczyt gościć u siebie Closterkeller. Głośno było o nim już na długo wcześniej, jednak rzeszowska publiczność chyba przestraszyła się panującego tego wieczoru zimna - na koncercie pojawiło się jedynie około 70-80 osób.
Cierpliwość fanów została wynagrodzona i kilka minut po godzinie 19 udało się wejść w ciepłe i mroczne wnętrze klubu, a już w chwilę później rozpoczął się koncert Via Alia – zespołu, który towarzyszy Closterkeller na całej tegorocznej trasie. Skład grupy stanowią członkowie Closterkeller, czyli Mariusz Kumala jako gitarzysta i wokalista oraz reszta, czyli klawisze (Michał Rollinger) i perkusja (Janusz Jastrzębowski). Via Alia to niespodzianka dla wszystkich fanów muzyki psychodelicznej i kosmicznej - droga, na którą wkroczył projekt Brain Story zawieszony w czerwcu 2006r. na czas nieokreślony z przyczyn personalnych. Już pierwsze dźwięki gitar utwierdziły fanów w przekonaniu, iż tematem przewodnim Via Alia jest kontynuacja klimatu, przestrzeni oraz uczuć zawartych w tej muzyce.
Via Alia zaczęła dość mocno, od utworu "Space", który przyciągnął pod scenę zwłaszcza sporą grupkę żeńskiej części publiczności - niemała w tym również zasługa niewątpliwie pociągającego wizerunku frontmana zespołu - Mariusza, który od początku koncertu dawał z siebie wszystko. Zrazu zespół przyjmowany był dość chłodno, jednak magiczne dźwięki, hipnoza gitary i elektroniki szybko zrobiły na większości ogromne wrażenie. Pomimo dość kiepskiego nagłośnienia, skupionego głównie na basach, chłopakom z Via Alia udało się od razu stworzyć niezwykłą atmosferę. W "Space" zabrali swoich fanów na niezwykłą podróż muzyczną, która urzekła nie tylko zwolenników muzyki psychodelicznej i kosmicznej, ale wszystkich, zgromadzonych Pod Palmą. Równie wspaniale zabrzmiało "Strange Suicide", przy którym wiele osób kołysało się już melodyjnie na parkiecie, śród wszechobecnego nastrojowego dymu i w rytm urzekających, poruszających i odrywających od ziemi, tłumu dźwięków… Zgodnie z zapowiedzią na koncertach w ramach AGT nie zabrakło także klimatów Brain Story z debiutanckiej płyty „...Colours In My Head...”. Ku niezadowoleniu większości zespół zagrał jedynie 5 utworów i po około pół godzinie koncertu znikł, pozostawiając niedosyt, by pojawić się na scenie po 15 minutach, czyli około godziny 20:00, wraz z Anją, podczas koncertu zespołu Closterkeller.
Już samo pojawienie się Anji na scenie wywołało burzę oklasków i wielki entuzjazm wśród fanów - wyglądała jak zwykle przepięknie i zjawiskowo, w czarnej długiej sukni z wstawkami z tiulu i różowymi sznurowaniami. Żeńska część widowni miała okazję podziwiać znowu Mariusza, tym razem w czarnej koszuli, jako że jest on nowym gitarzystą Closterkeller. Większość fanów pamiętała go zapewne z Psychotropic Transcendental czy Brain Story - zespołów, które już kilkakrotnie supportowały Closterkeller na wcześniejszych koncertach. Mariusz jest z całą pewnością potężnym zastrzykiem nowych sił do Closterkellera - to bardzo zdolny, szalenie twórczy i utalentowany muzyk, co udowodnił znakomicie w czasie trwania koncertu.
Closterkeller rozpoczął rzeszowski koncert od utworu "Graphite", który, z racji fatalnego nagłośnienia, rozpoznałam jedynie po ścieżce dźwiękowej - piękny głos Anji zagubił się bowiem w gąszczu dźwięków.
Podobnie drugi utwór "Na Krawędzi" zgromadził pod sceną wszystkich fanów, którzy śpiewali wraz z Anją. Po jego zakończeniu Anja zrobiła coś, co wszyscy kochamy - rozpoczęła dialog z widownią, zaczynając oczywiście od zwrócenia uwagi na fatalny stan nagłośnienia. Życzenie naszej Królowej stało się rozkazem i obsługa techniczna szybko uporała się z problemami. W czasie ich pracy Anja zapowiedziała pojawienie się na wiosnę nowej płyty, skrótowo omawiając jej charakter. Zaznaczyła, iż wyróżnikiem nowej płyty Closterkeller ma być piękno, nastrój, bogate aranżacje, harmonia i magia. Oczywiście w repertuarze mają znaleźć się zarówno utwory przestrzenne, melancholijne, przejmujące jak i energetyczne, rockowe - niosące niezwykły ładunek emocji. Anja pochwaliła się również narodzinami synka - Kubusia, co widownia przyjęła głośnymi oklaskami i okrzykami radości. Anja obiecała, że koncert będzie dłuższy, wzbogacony o wiele utworów z nadchodzącej płyty, ale zastrzegła, iż nie zagrają "Władzy", co było ciosem w serce wielu fanów, przyjęte zostało jednak ze zrozumieniem.
Pierwszym utworem z nowej płyty, jakim uraczył nas Closterkeller, były "Dwie Połowy" - ulubiony kawałek Anji z nowego materiału. Usłyszeliśmy go w całkiem zmienionej wersji - z dawnej pozostał niezmieniony jedynie wokal - o czym Anja uprzedziła przed jego rozpoczęciem. Spokojne i melancholijne brzmienia przeniosły fanów w całkiem odmienny wymiar. Ważnym atrybutem były tutaj teksty - dzieło Anji - mroczna i pełna metafor poezja, urzekająca swą głębią i pięknem. Przedsmak nowej płyty, w postaci utworów, jakimi uraczono nas na koncercie, zapowiada bogate aranżacje, harmonię, magię i niezwykły ładunek emocji. W porównaniu do "Nero" nowa płyta wydaje się mniej "czarna", pełna głębokich kolorów, piękna i nastroju.
Prócz zestawu obowiązkowego jak: "Agnieszka", "Violette", "Cyan", w czasie koncertu zabrzmiały utwory z "Nero" - "Patrząc Jak Toniesz", "Królowa", "Miraż", a także dawno niesłyszana "Perła", dlatego, biorąc pod uwagę całość, można stwierdzić, że zespół zadbał o wszystkich swoich fanów - od tych pamiętających czasy pierwszych płyt po najmłodszych. Pomimo wcześniejszych zapewnień Anji, ku nieopisanej wprost radości fanów, zabrzmiała niespodziewanie "Władza", przywitana gromkim "rykiem" zadowolenia ze strony publiczności. Pod sceną zgromadziło się niemal natychmiast grono rozentuzjazmowanych fanów, krzyczących, skaczących i śpiewających wraz z Anją, a przewodziła im oczywiście rzeszowska część DarkPlanet.
Ogólnie koncert był naprawdę niesamowity, pomijając kiepską frekwencję i chwilowe złe nagłośnienie. Ci, którym nie chciało się wyjść tego wieczoru z domu, stracili cudowną ucztę muzyczną - wspaniała muzyka i niepowtarzalny klimat, stworzyły, bowiem piękną i zgraną całość. Ciężko było żegnać się z Closterkeller, mam jednak nadzieję, że nie zapomną o swoich rzeszowskich fanach i szybko wrócą do nas z kolejnym koncertem, promującym nową płytę.