Lubin nie jest miastem, w którym na koncertach spotkać można rzesze fanów kapel gotyckich. Dzieje się tak głównie z powodów raczej architektonicznych, a dokładniej - w mieście mniej więcej 80% terenu zabudowane jest blokami, które raczej sprzyjają zdecydowanie innej subkulturze. Tak czy inaczej mimo wahań związanych z wyjazdem do owej metropolii, nie mającej raczej nic więcej poza lasem bloków, dobrą drużyną piłkarską i złożami rudy do zaoferowania, po 45 minutach jazdy byłem na miejscu.
Koncert rozpoczął się prawie planowo o 19 gdy na scenę wkroczyła 3 osobowa Via Alia. Było to moje pierwsze zetknięcie z tym projektem muzyków złożonych z połowy składu Klasztornej Piwnicy. Zaczęli instrumentalnym numerem, który nie przypadł mi zbytnio do gustu ale na szczęście potem było już coraz lepiej. Możliwości wokalne sprawcy Orthodoxyjnej ciąży były niczego sobie, a i muzyka robiła się coraz ciekawsza. Momentami przywodzili mi na myśl zagrywki Opetha lecz to tylko moje prywatne zdanie. Po jakichś 7 numerach ewakuowali się chwilowo ze sceny aby powrócić już w pełnym składzie jako Closterkeller.
Wraz z wejściem na scenę ciekawie tym razem odzianej Anji barierki obłożyły się żądnymi "Władzy" fanami. Zespół zaczął bliżej mi niezidentyfikowanym numerem aby zacząć grać po kolei swoje szlagierki przewijane utworami z nadchodzącej nowej płyty. O dziwo nowe numery przynajmniej mi przypadły do gustu choć reszta publiczności także nie narzekała i bawiła się jak na występ tegoż zespołu przystało. O dziwo nie było "Podziemnego Kręgu" z "Nero", czym mnie niestety zasmucili, była za to świetna "Królowa" oraz "Miraż". W obawie przed linczem i rzeźnią jaką zorganizowałyby czerniste fanki gdyby nie zagrana została "Władza" kapela na wszelki wypadek wrzuciła ten numer w repertuar. Bisowali raz, Anja dała nam nawet wybór, składał się on z "Agnieszki", "W Moim Kraju" oraz niezidentyfikowanego nowego utworu. O dziwo nikt nie darł się w chęci usłyszenia piosenki nazwanej po popularnym żeńskim imieniu, nowego numeru także nikt zwący się ich standardowym oldschoolowym fanem raczej nie chciał. W końcu z braku laku poszło "W Moim Kraju", w którym to Anja częściowo zapomniała tekstu i zespół opuścił scenę.
Po występie gwiazdy miał grać jeszcze w tak dziwaczej kolejności lubiński TRH lecz jego się po pół godziny nie doczekaliśmy "z przyczyn technicznych" jak to ktoś z technicznych stwierdził poprzez swój mikrofon.
Podsumowując, występ wypadł bardzo fajnie mimo tego, że ciała dali fani, których połowa zamiast bawić się wolała siedzieć przy stolikach pijąc driny. Cóż … tak najwyraźniej na gotyckich imprezach bawią się w większości lubiniacy.