Wraz z księżycem się pojawia.
Jak cień z daleka spogląda.
W oczach
ma dziwny lęk.
Przed światem i jego stworzeniem.
Karmi upiornym spojrzeniem.
Rozwija swój osiemnastowieczny sen.
Przenika
miedzy współczesnymi dniami.
Bo zagubił swój ówczesny dzień.
Siedzi milcząca na schodach świtu.
Podnosi wzrok ku przemijającym
gwiazdom.
Zagubiona w przestrzeni chwieje się.
Nie potrafiąc
odnaleźć nadziei.
I stoi nieruchoma z rozłożonymi rękoma.
tępy tłum mija ją, jak
stado galopujących koni.
Na wietrze rozwiane jej włosy i sukienka.
Chce
upaść, nie upadnie, już straciła wszelką nadzieję.
Zagubiona w przestrzeni wciąż nieruchoma.
Czeka...
Zagubiony w
czasie wciąż w biegu.
Szuka...
W pospiechu dostrzega rozstepujący
się tłum.
Ona...
Jak anioł cierpiący, zagubiony.
Stała tam...
Jak demon złowieszczy zaczarowany nią.
Zatrzymał się...
Jak
anioł upadły oczarowana nim.
Poruszyła się...
Odnalazł się czas,
odnalazło się miejsce.
Dla nich...
Jak dwa diabły zawładnęły
światem.
Żyjąc...