Nie tak dawno AC/DC zapowiedziało zakończenie kariery, które przypieczętowali udanym albumem "Black Ice". Czy naprawdę zakończą karierę, to czas pokaże, ale jeśli nawet tak by się stało, to fani nie powinni mieć powodu do płaczu, gdyż na scenie właśnie zadebiutował zespół, który niewątpliwie ma szansę wypełnić tę lukę. I podobnie jak AC/DC jest to zespół z Australii.
Cóż z tego, że Airbourne do zespołów oryginalnych nie należy, skoro napisał 11 rockowych hiciorów, których słucha się wybornie i przy których ciało rwie się do szaleństwa. Tutaj nie ma mowy o wirtuozerii. Airbourne podobnie jak AC/DC przemyca w swoich dźwiękach odrobinę niechlujstwa, choć tutaj ono nie jest w tak widoczny ze względu na motorykę utworów.
Na dzień dzisiejszy podpisuję się obiema łapkami pod stwierdzeniem, że "Runnin' Wild" to nie tylko rockowy debiut roku, ale i najlepszy rockowy album roku. Airborne brzmi świeżo i - cytując tytuł jednego z utworów AC/DC - mamy tu prawdziwe skrzynkę z napisem "T.N.T", która już teraz niespokojnie syczy. Z dziełem wybitnym co prawda do czynienia tu nie mamy, ale ciężko teraz o klasyczny hard rock tak wysokiej jakości.
Tracklista:
01. Stand Up for Rock'n'Roll
02. Runnin' Wild
03. Too Much, Too Young, Too Fast
04. Diamond In The Rough
05. Fat City
06. Blackjack
07. What's Eatin' You
08. Girls in Black
09. Cheap Wine & Cheaper Women
10. Heartbreaker
11. Hellfire
Wydawca: Roadrunner Records (2008)