Lubiąc ten zespół lub nie, trzeba powiedzieć, że chłopaki grać potrafią. Nawet jeśli zarzucano im cukierkowatość, to robili to z wielką gracją, gdyż mało który zespół potrafił stworzyć takie melodie. Niestety poprzedni krążek zespołu "Hate Crew Deathroll" przyniósł spadek formy, było za bardzo nowocześnie a muzyce brakowało pazura poprzednich płyt. Szczerze powiedziawszy nie oczekiwałem, po "Are You Dead Yet?”, że zespół wróci na stare tory, ale z ciekawości chciałem zobaczyć rozwój zespołu.
Niestety "Are You Dead Yet?" jest zdecydowanie najsłabszym krążkiem zespołu. Zacznę od tego nieszczęsnego brzmienia - jest bardzo nowoczesne, gitary brzmią bardzo nienaturalnie, klawisze schowane są głęboko w tle, triggery powodują, że krążek brzmi bardzo "blaszanie", zdecydowanie za bardzo. Co zaś się tyczy samych utworów, to są one kompletnie pozbawione pomysłu. Melodie są wymuszone, banalne, muzyka nie klei się kupy, odnoszę wrażenie, że riffy są gra tylko dla samej zasady, innym razem mamy bezsensowną łupaninę przeplataną tu i ówdzie pojedynkami gitarowo-klawiszowymi. Tym razem jednak Janne Warman miał małe pole do popisu, a jego partie są bardzo oszczędne. Muzyce brakuje ognia, riffy są zazwyczaj wolniejsze i cięższe aniżeli było to na poprzednich krążkach, jednakże dalej jest to power-black metal. Niestety, pomimo próby odświeżenia brzmienia, Children Of Bodom powiela swoje pomysły - wiele z tych melodie i harmonii słyszeliśmy już wcześniej, tyle, ze w lepszym wydaniu.
Niestety nie jest to krążek wartościowy, który oczaruje nas czymś więcej niż fenomenalnymi partiami gitarowymi. Może dla niektórych jest to wystarczający powód, aby sięgnąć po ten album, ale osobiście musze przyznać, że powoli tracę wiarę w ten zespół, odnoszę wrażenie, że brakuje pomysłów, a tego nie nadrobi się ani techniką, ani brzmieniem.
Wydawca: Spinefarm Records (2005)