Poprzedni krążek Enslaved "Below The Lights" był ogromnym krokiem naprzód jeśli chodzi o progres zespołu. Był to chyba najtrudniejszy w odbiorze, ale zarazem najbardziej ambitny. Nic więc dziwnego, że apetyt i oczekiwania odnośnie kolejnego materiału Norwegów były wysokie.
Płytę rozpoczyna krótkie intro, po którym następuje "Lunar Force" z motorycznym riffem w stylu zespołu. W połowie utwór zwalnia tempo i wkracza progresja utrzymana w konwencji lat 70tych. Po nim następuje utwór tytułowy potwierdzający tylko obrany przez zespół kierunek - coraz mniej blacku, a coraz więcej progresji. Enslaved w sposób specyficzny wykorzystuje klawisze, w oryginalny sposób buduje utwory. Nie ma jednak mowy o tym, aby któreś utwory były do siebie podobne. Wokale na tym albumie są chyba najmniej istotnym elementem. Krążek posiada bardzo dobre brzmienie - jedynie wokale mogłyby być bardziej nagłośnione.
"Isa" jawi się jako album bardzo spójny, dojrzały i oryginalny. Enslaved nie czaruje melodiami ani techniką, choć poziom wykonawczy jest bardzo dobry, nie usiłuje także komplikować utworów. Muzyka ta jest na tyle specyficzna, że albo się ją polubi od razu, albo wcale. Zespół ewoluuje, poszerza swoje horyzonty muzyczne, wkracza w rejony jeszcze nie eksplorowane przez inne zespoły. Uważam, że "Isa" jest wydawnictwem, które powinno przypaść do gustu komuś kto ceni sobie oryginalność.
Wydawca: Tabu Recordings (2004)