Po Evanescence wiele nie można było się spodziewać. Nie czekałam na tę płytę, ot - po prostu wpadła mi w ręce. Co tu dużo mówić. Niczym nie powala. Powiem więcej, o ile ani "Origin" ani "Fallen" nie drażniły uszu, to "The Open Door" to robi. Amy Lee jęczy, smęci. Utwory są bliźniaczo do siebie podobne, zalatują Lacuną Coil, która też nie jest zespołem tworzącym muzykę niesamowicie wysokich lotów. Widać, że muzykom Evanescence brakuje pomysłów.
Ocena: 1/10 (jedynka to za okładkę)
Wydawca: Wind-Up Records (2005)