O zespole dowiedziałem się bodaj w 2001 roku oglądając relacje z Trash'em All Festiwal i jeśli dobrze pamiętam grali wtedy utwory pochodzące z dwóch poprzednich płyt. Co ciekawe, grając szeroko pojęty black metal, zespół nie stylizował się wizualnie na ogół kapel tego pokroju. Nie słyszałem też, by nad chłopakami unosiła się jakaś atmosfera tajemniczych mordów kotów sąsiadki Teresy czy innych tego typu ekscesów w stylu np. Mayhem. Ot, grali sobie swoje, właściwie bez większych "fajerwerków" Pewnie byłoby tak nadal w moim przekonaniu, gdyby nie mój znajomek, który wpadł do mnie pewnego dnia oznajmiając wymownie: "Kurwa! Ale to jest zajebiste!".
Dzieło doskonałe! Pozbawione wszelkich barier w tworzeniu, wykraczające ponad ogólnie przyjęte style. Ktoś nadał temu nazwę… Progressive Black jazz metal i nawet chcąc być obiektywnym, nie potrafię doczepić się do czegokolwiek na tej płycie. Obowiązek bez dwóch zdań!
Wydawca: Pagan Records (1999)