Dodano: 2007-03-06 10:38
tak, bardziej umarli byc nie mozemy :)
Dodano: 2007-03-06 10:41
Ciii!
zasada Maskarady wszak nas obowiązuje!
Pytanie: co to jest - "665,95" Odpowiedź: szatan z Biedronki:-P
Dodano: 2007-07-14 12:23
Szkoda, że wątek umarł śmiercią... naturalną. Ekhem. Chyba, że ktoś tu się jeszcze od miesięcy ukrywa?
I can't look it in the eyes Seconal, Spanish fly, absinthe, kerosene... Cherry flavored neck and collar I can smell the sorrow on your breath, The sweat, the victory... and sorrow The smell of fear, I got it
Dodano: 2007-07-24 09:00
| androgyne napisał(a): |
| Szkoda, że wątek umarł śmiercią... naturalną. Ekhem. Chyba, że ktoś tu się jeszcze od miesięcy ukrywa? |
hahahaha, ''rozruszajmy ta bude''
To co, Androgyne, reanimujemy? :twisted: :wink:
Dodano: 2007-07-24 16:43
Wlaściwie możemy, moja postać Malkavianki siedzi wciąż cierpliwie. Aczkolwiek jeszcze jakieś towarzystwo by się przydało.
No i rzecz jasna ktoś, kto poprowadzi fabułę dalej.
I can't look it in the eyes Seconal, Spanish fly, absinthe, kerosene... Cherry flavored neck and collar I can smell the sorrow on your breath, The sweat, the victory... and sorrow The smell of fear, I got it
Dodano: 2007-08-15 10:33
Moi drodzy, ja zawsze... Powiedzcie tylko kiedy, podniescie lapki i rozpocznie sie taniec.
Dodano: 2007-10-07 19:01
GRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrroooowwwww
-JEBUDU-w ten oto subtelny sposób potężne odźwierza przywitały się z przylegającą doń ścianą, wprowadzając nastrój delikatnego pomieszania wśród pozostałych zebranych...
W tejże sekundzie jednak na środek sali z głośnym chlapnięciem wturlał się ogryzek kierowcy taksówki nocnej.
-Witam zebranych...- warknęła cichutko smukła istota, która bezszelestnie znalazła się tuż obok, jakże zachęcająco wyglądającego kąska. Święcąc po zebranych wilczymi ślepiami i przeczesując białe włosy zakrwawionymi szponiskami uśmiechnęła się uroczo do stojącego w pobliżu Gangrela, pokazując całą szufladkę osrych kiełków. -Zaraz będzie nas więcej, przyniosłam więc chipsy...
Znajcie hojność Nimdraug Ulfdotir z klanu... Kenare- dodała już zupełnie zwierzęcym warkotem.
Dodano: 2007-10-07 19:36
Szalony wicher jęknął za oknem, sforsował je pełnią swej siły i wtargnął do sali ku zdziwieniu zebranych. Z rozszalałych gałęzi spełzł jakiś cień i przycupnął na parapecie. Zerkał na wszystkich spode łba, oczy jego lśniły od blasku płomieni. Wicher wykonał kilka okrążeń wokół sali, zaznajamiając z sobą każdego, po czym wrócił do swego pana. Rozwiał mu włosy, przysiadł na ramieniu. Cień, po chwili bezczynności, zeskoczył bezszelestnie na podłogę, zbliżył się do zebranych. Światło odsłoniło jego oblicze. Upiorną sylwetkę, niby człowieczą, twarz ponurą, zdobioną dwoma rogami, długi ogon, którym wymachiwał zajadle. We włosach miał upięte liście, tors obnażony, noszący ran wiele, odziany był w skórzaną płachtę osłaniającą okolice krocza. Wyszczerzył kły, syknął niczym żmijec, przeszył przenikliwym spojrzeniem wszystkich razem i każdego z osobna. Wiedział już sporo o zgromadzonych, od wiernego wiatru, który teraz igrał z ogniem świec. Obcy rozsiadł się wygodnie pośrodku sali, chwycił w dłoń wierną gitarę, obok położył swój łuk i kołczan ze strzałami. Szarpnął struny i ochrypłym głosem oznajmił:
- Jam jest Dziki Syn z mrocznych kniei, niezrzeszony. Podajcie napoju mi i moim lasom. - wskazał w kierunku okna, które - nie wiadomo kiedy - obrosło kwitnącymi pędami o rozłożystych liściach. - Potem przysiądźcie się, Przyjaciele, poznamy się lepiej, zagramy pieśń ku naszej chwale. – na jego twarz zawitał tajemniczy uśmiech.:roll:
Dodano: 2007-10-07 20:10
W pobliżu Nimdraug z aprobatą skinęła grzywą i w dalszym ciągu wesoło obgryzała żeberko, co jakiś czas czujnie rozglądając się po zgromadzonych...
Dodano: 2007-10-07 23:01
(czyżbyśmy przemknęli nagle do...nowego świata mroku??)
Dodano: 2007-10-08 07:45
Wilkołaczyca, z wrażenia aż się zachłysnęła jakąś kością, charknęła, splunęła i zwróciła się do dwurogiego szarpidruta, nadal bujającego się bez sensu po środku sali...
-Patrzaj Dziecię Lasów, jakieś truchło wreszcie się skapnęło że tu siedzimy...
Dodano: 2007-10-08 08:33
(czyli jednak...)
Gdybym była pewna moich towarzyszy, wiedz, ze ani Ty ani Twoj towarzysz nie wyszlibyscie stad cali. Czego tutaj szukacie?
Dodano: 2007-10-08 09:14
Krzywy uśmieszek wypełzł na umorusane wargi przybyłej
- I otóż cały z wami problem- wstała, podeszła do drzemiącej w fotelu wampirzycy i spokojnie oczyściła pazury w spływające fałdy tiulowej sukni...- nigdy nie jesteście pewni własnego stada - rzuciła śmiałe spojrzenie w twarz rozmówczyni -A to już oznacza spore problemy, wykraczające poza wasze szeregi...
Odrzuciła opadające na twarz kosmyki, ukazując się nareszcie w pełnym świetle migotliwych świec, była hmmm...interesująca
-Przybywam z delegacją od klanu, a! I z przesyłką...- odwróciła się do resztek kierowcy oblizując wspaniałe pełne wargi...
- W sumie to nie wiele z tego zostało, więc raczej nie poznacie już w TYM waszego druha- jej głos na powrót przybrał chrapliwą barwę.
-Ale takie prawo obowiązuje każdą rasę, czy wampirzą- tu skinęła białą grzywą do Pani domu, -czy Lupusów- dumnie wyprężyła zgrabną sylwetkę- Śmierć za Śmierć...Ta burda wywołana w knajpie była jego sprawką...zaatakowany wilkołak był ciężarną samicą, która nie przeżyła- głos przeszedł już w całkowite warczenie, więc przerwała by zaczerpnąć powietrza.
-Ta rana długo się nie zrośnie, żądamy więc ustanowienia nowych praw...a jeśli chodzi o kwestię tego czy wyjdziemy stąd żywi czy też nie, to wiedzcie, że jesteśmy całkiem bezpieczni w przeciwieństwie do was.
Dom już jest otoczony -wytarła usta wierzchem dłoni, rozcapierzając przy tym pazury- Czekamy na odpowiedź- oddała pełny ukłon i wlepiła czerwone teraz ślepia w rozmówczynię
Dodano: 2007-10-08 13:36
Głos rozmówczyni tym razem rozległ się zza jej pleców, stoi za kanapą odgradzającą ją od Lupina. W tej samej sukni, jednak nie zakrwawionej:
- Nie robiłabym na Twoim miejscu założeń. - gdy pani przybyła z delegacją, wilkołak, odwróciła się do fotela ten był pusty, leżała na nim tylko koperta. - rzeczywistość i szybkość oka ludzkiego, ręki, pistoletu... jest wiele czynników, których Pani na pewno nie wzięła pod uwagę. Chcielibyśmy się wybijać, to byśmy już to przedstawienie rozpoczęli.
Służba wchodzi i zbierają się do wyniesienia przytarganej osoby.
- Tak więc, moja droga... skąd ta niespodziewana wizyta miast rzezi? - uśmiecha się i przekrzywia głowę ku lewemu ramieniu.
Dodano: 2007-10-08 16:00
Szarpidrut siedział sobie w cieniu, bacznie przysłuchując się rozmowie. Zdawał się być nieco odrealniony, ale było to tylko złudzenie. Uważnie obserwował rozwój całej sytuacji, by móc w odpowiednim momencie zareagować. Zastanawiał się, co z tego wyniknie.
- Zapewne coś ciekawego. - myślał. - Zawsze wychodzi coś ciekawego, choć niekoniecznie sensownego. Wieczne wojny między krwiopijcami i ścierwojadami. - Już dawno przestał rozumieć ich sens. Skulił sie, owinął ogonem, puszczając oczko do przechodzącej obok Wampirzycy i obnażając kieł. Czekał. Wyczuwał obecność wilkołaczych stworzeń na zewnątrz.
- Nie kłamie. - stwierdził, przeszywając Nimdraug wzrokiem, niczym włócznią. - Ile ich może być. Z 20 ? Może nieco więcej. Oni też czekają. - następnie, gdy Wilkołaczyca odwzajemniła jego spojrzenie, pokazał jej jęzor i począł tkać nową pieśń.
Dodano: 2007-10-08 16:02
Nie wzruszona niczym Nimdraug, stłumiła ziewnięcie...i nie odwracając się ani o centymetr warknęła w przestrzeń
-Efekciarskie sztuczki, od dawna przestały mnie już bawić. Stań więc pani, tak jak na twój klan przystało, odważnie przede mną, bom gotowa jeszcze uwierzyć że prawdę o was mówią, żeście tchórze łajdacko atakujące od tyłu...nie radzę się ze mną drażnić- dodała po chwili, strzepując dłonią, wskrzesiła flarę, która piorunem popędziła w kominek, na chwilę wzniecając rażąco czerwony ogień i jaśniej oświecając komnatę
-W końcu, nie po to zostałam tu wysłana- to mówiąc wyprostowała w kierunku fotela rękę, w której trzymała zwój, czekała...
Dodano: 2007-10-08 20:37
Całą tą jakże dziwną sytuację przerwało dość nieprzyjemne, powolne skrzypnięcie drzwi... Do pomieszczenia dostał się lodowaty wiatr, przyprawiając ów obecnych o dreszcze przeszywające ich ciała. Na moment wszystkie świece w komnacie przygasły. Gdy po chwili komnata znów została oświetlona, można było zauważyć filigranową postać rysującą się w drzwiach. Zrobiła kilka kroków do przodu i teraz można było jej się dokładniej przyjrzeć. Była dość skąpo odziana w skóry, białe włosy przykrywały jej drobne ramiona, z ust sączyła się stróżka szkarłatnej krwi. U jej stóp leżała jakaś postać, której ciało było pokryte głębokimi ranami. Dłoń owej przybyłej coraz to mocniej zaciskała sie na szyi ofiary, a długie szpony coraz to głębiej wbijały sie w skórę, pozwalając krwi wydostawać sie na zewnątrz i skapywać na ziemię. Jedno szarpnięcie, ostatni okrzyk bólu i ofiara była martwa...
- Nimdraug, zaczynam się nudzić- spojrzała swymi żółtymi ślepiami w kierunku towarzyszki, po czym usiadła na najbliższym wolnym miejscu i wgryzła sie w ramię swej ofiary, delektując sie każdym następnym kęsem...
Dodano: 2007-10-08 20:57
-Mordraug...- przez chwilę zdawała się być wytrącona z wątku, ostrożnie schowała zwój między spojenia wąskiej tuniki.
-Ulf nie będzie zadowolony...-warknęła - skoro już tu jesteś, to zatrzymaj mi te latawicę, bo spokojnie sie z nimi nie da nic ustalić-
W myślach zaś zaświtała jej pewna myśl: Teraz to ich tu wszystkich popierdoli o kolejne ścierwo...ale może to i lepiej...
Raz jeszcze zerknęła porozumiewawczo na bliźniaczkę i ze zwierzęcą gracją wyjęła z prowizorycznej kieszeni zwój siadając wygodnie w fotelu i kokieteryjnie zakładając nogę na nogę... w oczach płonął jej złowieszczy blask.
Dodano: 2007-10-08 21:52
Pojawienie się nowej persony wzbudziło jego zainteresowanie. Na chwilę. Spojrzał w kierunku nowo przybyłej.
- Ehh... - wzdychnął, widząc jak obca zaciska dłoń na szyi targanej ofiary. - Cóż za efektowne wejście. - pomyślał. - Brawa za oryginalność. - zarchotał w myślach, nie odrywając wzroku od jasowłosej. - Skąd cię znam ? Czy wichry mi o tobie szeptały, czy snymi ciebie okazywały, a może gdzieś się spotkaliśmy ? - myślał i myślał. - Dość tego ! - przywołął się do porządku i syknął złowieszczo. Zerknął na rozpostartą u wejścia kałużę krwi.
- Bawcie się dzieci, bawcie. - szepnął, wracając wzrokiem ku rozsiadłej wygodnie Nimraug. - Cokolwiek się stanie, nasze będą żniwa...
Dodano: 2007-10-08 22:10
A ona ziewnęła właśnie przeciągle, świecąc zadbanym dwu rządkiem kłów.
Zerknęła na zapatrzonego w struny niezrzeszonego, lecz oczy jej powędrowały dalej, na bliźniaczą siostrę...
no nie bądź taaaaka...no podziel się...
pomyślała przełykając ślinkę, na widok jędrnego pośladka ofiary,
...tak poza tym...ciekawe kto zacz...i gdzie go dorwali...
Po chwili oderwała wzrok od świeżego mięska, by spojrzeć ociężale na postać wampirzycy, która nareszcie stała spokojnie w miejscu, nieco tylko podenerwowana
-Możemy nareszcie przejść do rzeczy?-zadała pytanie przewiercając ją na wskroś jarzącymi w półmroku ślepiami...[/i]
Dodano: 2007-10-08 22:13
Na te wydarzenia postać rozmyła się , zmieniła w kulę ognia, przez chwilę wyglądała jak coś na kształt wilkołaka i rozmyła się jakby na nieistniejących powiewie powietrza. Tylko niósł się głos:
- Wybaczcie, wolę mniej zatłoczone miejsca...
Dodano: 2007-10-08 22:18
...ehhh, nie upilnowałam tej małej, moja wina- pomyślała, zastukała nerwowo szponami o stół, rzuciła porozumiewawcze spojrzenie bliźniaczce i dała jej znak, by podeszła...
Dodano: 2007-10-08 22:25
W ułamku sekundy jednym zrywem wyćwiczonego ciała, przeskoczyła przez fotel i zanurzyła się w cień otaczający siostrę...było sporo do omówienia, nie ważne czy tu czy na zewnątrz...
pozostaję jednak kwestia stworzenia z lasu, szybkie spojrzenie w identycznie czerwone ślepia, tak już wiedziała...zresztą cóż można było innego uczynić...
Dodano: 2007-10-10 20:49
Ukradkiem umknął w ciemny kąt, pod zarosłe okno, nie zauważony przez zajętych swoimi sprawami krwiopijców i zawszańców. Nadal słyszeli melodię wygrywaną na gitarze i choć zdawała się być inna niż poprzednie, nie zwracali nań większej uwagi. Nie rozumieli, nie mogli się domyśleć. Niczego, nikogo. Nawet nie spostrzegli, kiedy jeden z dziwnych pędów podpełznął wzdłuż ścian, niczym wąż, okryty ciszą oraz cieniem i zapuścił jeden ze swoich wąsów do kałuży krwi.
Uznał, że już czas...
Przyzwał zbłądzony wicher, przyczajony wśród gałęzi. Natchnął go cichą melodią, osobliwym wołaniem i posłał w otchłań nocy. Dokąd dokładnie ? Nikt nie wiedział, nikt nie potrafił się domyśleć... :roll: