Dodano: 2010-04-27 17:09
| KostucH napisał(a): |
|
Dość już drodzy moi tego jadowitego języka, Oczy od czytania bolą, rozsądek się wzdryga. Pora zajrzeć w ramy innej mowy słownika Nawet jeśli trudny do otwarcia jak ostrzyga. Życie barwy inne również miewa Prócz setek czerni odcieni, Na przykład taka biała mewa Co szybuje na tle morskiej zielni. A wino co czerwienią się odmienia, I piw złocistych pianki bukiet biały? Ich warkocz smaku nie ma znaczenia Dla gustu czujnego i jego chwały? Bliźni moi, ja mam zacną metodę: Skończmy te uniesienia i konkury A sięgnijmy po ognistą wodę, By poliki nasze nabrały purpury. |
Gdzież się indziej można zbratać
jeśli nie przy rześkim cieple grzańca,
przepędzając żądze okrutnego kata
I zrzucając ciężar gniewu kagańca.
Bujając w obłokach podczas rozmowy
Śmiechem ciszę przed burzą przecinając,
Dawnymi utarczkami nie zawracać głowy
gdy sięgnie dna, trunku dolewając.
_________
Obudźcie się towarzysze ostrza pióra!
Mój głos może i lichy, może i niewierny
Lecz czas już by znikła w tej historii dziura
I rozpocząć ponownie poezji dział kolejny .
Nie tworzyć na siłę, iść za głosem,
Który szepcze po cichu do myśli i ucha,
Splatając słowa z codzienności losem,
Iż czas nakarmić słowami poezji ducha.
:)
"Człowiek rozsądny przystosowuje się do świata, nierozsądny stara się przystosować świat do siebie. Stąd wszelki postęp pochodzi od nierozsądnych. " G.B. Shaw
Dodano: 2011-04-13 15:53
Niech mnie diabli jak tu zarosło kurzem
Wszystko i pajęczynami na wskroś oblepiło!
Stosy stron pozalewane wyblakłym już tuszem
I szkło niegdyś tak piękne brzydko się obiło.
Rok niemalże upłyną od ostatniego w te progi
Wkroczenia i śladu jakiegokolwiek pozostawienia.
Zapach zatęchły pająka trupem też niezbyt błogi...
To stąd się wzięły te stare bujne wspomnienia?
But do podłogi przywiera jakby w bagnie brodził,
A dookoła stosy stołów i krzeseł wystające konary.
Kiedyś świeżych słów zapach tu przewodził,
Dziś raczej duchy zapomniane, duchota i mary.
Jest tu kto? Nawołuję do uśpionego pomieszczenia,
Nawet echo tu nie bywa jakoby w trumnie zamknięte.
Kiedy czas dokonał tutaj takiego zniszczenia?
Wszystek niczym mumia zabalsamowane, zapomnieniem owinięte.
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Dodano: 2011-04-13 18:25
Zaiste, jak tu cicho - rzekłby druid stary
Gdy dawną swoją ścieżką przybył zbierać runo
Lecz nagle przyszło witać nowe avatary
Co nie poznał ich wcześniej, twarz okrył zadumą.
Jam Yngve, nietutejszy, lecz miejsce znajome
Gdym dzierżył miecz w mych dłoniach, wśród synów Asgårdu
Lecz nie miałem tej wiedzy co nazywać domem
Nie myślałem, że wkroczę do krainy bardów.
Czas nastroić już lutnię, co fioletem nieba
Wzywa wciąż i wskazuje właściwe tonacje
Lecz dłonie nieposłuszne, ciągle ćwiczyć trzeba
By móc znowu nawiązać z mą weną relacje.
Tymczasem czasu znaki dokoła rozsiane
Wołają o wspomnienie, choćby krótkim słowem
Coby z kurzu się wytrzeć i znów być widziane
Na nadejście następnych tajemnic gotowe.
od czasu do czasu warto wrócić do źródła
Dodano: 2011-04-14 15:53
Niech mnie dźgnie stalówki ostrze stare -
Słyszę głos ludzki czy rozmawiam upiorem?
Jako żyw człowiek przed stoi, dam wiarę?
Druidem się zowie choć podpiera się toporem.
Witajcież wędrowcze w naszych starych progach!
Wybaczcież nam panoszący się tu nieporządek
Bowiem dawnośmy dotrzeć tutaj w nogach
Siły nie mieli i tak odłogiem stał ten wątek.
Mile słyszeć, że muzyki hołdujecie duchom
I w nich odnajdujecie swe wcielenie.
Kiedyś kapela wrzała tu głośno, a dziś głucho!
Czasem to i wsparły wilki i jelenie!
Wybacz mą anonimowość: zowią mnie Kostuch,
Stróżem i myśliwym jestem w okolicach tych.
Spokój tu panuje i jak widzisz martwy ruch
Po ostatnich bojach. Wróg i ludzie w czmych!
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Dodano: 2011-04-14 19:20
Na progi zdaje się czasem naznaczone
Spoziera ukradkiem nieznajome lico
Nieśmiało snuje spojrzenie zawieszone
Na granicy ufności (o stali Strażnico!)
Tymczasem już zmierzchać poczyna
Gasną i zapalają się kolejne światła
I oto nowy dzień cienia się zaczyna
Rozkładając z wolna swe mgliste skrzydła
A dęby i brzozy bardzo wiekowe
Szumią i szumią 'śmiało idźże'
Litea więc już wdycha kurze baśniowe
Oddechem nawiedza słów dawnych witraże
Zza kontuaru wyłania się postać
By podać i dłoń i lichtarz
Nie ma zamiaru słowami szastać
A może jednak (?)
Teraz
Równolegle z myślami płynie jawne
'Witam'
'trwający chaos poczeka, posłuchaj jak noc szepta'
Dodano: 2011-04-15 10:12 Zmieniono: 2011-04-15 10:15
Kostuchu, starczyło żeś się pojawił a jużeś dawne miejsce zbawił!
Wyzwolił od ciszy wdzierającej się każdą szczeliną,
Od pustki, ciemności, zapomnienia – co kurz zostawił!
Jeden okrzyk a zjawia się orszak idący rymów wytartych ścieżyną.
(Zbawienie nie oznacza, żeś otrzymał boskie rogi,
Choć kto wie, co za czort w Tobie drzemie?
Nie, nie tędy wiodą mych myśli drogi,
Teraz poddają się niewielkiej tremie?)
Miło znów Cię widzieć na starym posterunku,
Liczę, że jak dawnymi czasy nie stronisz od słów trunku.
Yngve, witam Cię - wprawdzie bardzo skromnie,
Lecz nie umniejszając Twej osobie godności.
I przyznam, że radość nieopisaną odczuwam ogromnie,
widząc nowe twarze, niezbadane nurty, kolejne możliwości.
Liteo, raduję się, że skusiły baśnie słów pięknych,
Jednak proszę Cię bardzo – nie licz słów ilości!
Pisz odważnie, nie kryj się po kątach wąskich i małych
Czuj się jak w świecie, gdzie piórem tworzysz poezji włości.
Na zakończenie przedstawiam się ładnie,
Choć imion mam wiele, mówią na mnie Arie,
Tym, co odpowiedzieli, tych co poezji zew woła,
W chwale i powitaniu nisko chylę czoła.
"Człowiek rozsądny przystosowuje się do świata, nierozsądny stara się przystosować świat do siebie. Stąd wszelki postęp pochodzi od nierozsądnych. " G.B. Shaw
Dodano: 2011-04-15 13:08 Zmieniono: 2011-04-15 13:22
Zatem znowu zagrało, dzięki Ci Kostuchu,
Żeś prześwietne to miejsce odratować raczył
I pozwolił rozkwitać muzom w pieśni duchu,
By wędrowiec zmęczony byt swój tu zaznaczył.
Topór mój? - antyk stary, ciężki, obosieczny,
Noszę go, bo towarzysz posłuszny i wierny,
Ciągle dobrze mi służy, choć mniej użyteczny,
Zna historię budowy niejednej tawerny.
Lecz to czas odpoczynku, zatem pieśni wiele
Rad bym znowu posłuchać i właśnie w tym celu
Dobrze topór odłożyć, przytulić kantele,
Zasiąść w miękkim, z mchu tkanym, wygodnym fotelu.
Witam także i panie, tak zacne oblicza
Rzadko są spotykane ostatnimi czasy,
Czekam zatem na więcej, bo ich moc lecznicza
Jak natury utwory, góry, rzeki, lasy.
od czasu do czasu warto wrócić do źródła
Poetics Dodano: 2011-04-15 18:31 Zmieniono: 2011-04-15 18:40
Cokolwiek mam za zbroi żeber, radośnie łomoce
Słysząc tyle znajomych i przyjaznych głosów.
Wpierwiej tu się trochę posprząta a potem owoce
Zniesie by zapachem niosły z pełnych koszów.
Wymiecie szkło tańcami zawziętymi zadeptane
I ponów zapełni rozmaitych smaków trunkami.
Półki na powrót kolorywmi etykietami zasłane
Będą, a na stołach zwoje papierów z kałamażami.
Arie! Jak to się stało, że na czas tak długi
Oboje przepadliśmy z dala od tych stron?
Boskie były Twoje kulinarne tutaj usługi
A także pisarskie pióra oberwane z wron.
Po głosie Twym damskim delikatnym Liteo
Wnioskuję, że nie pochodzić z głębin lasu.
Skrzydła? Z wyżyn Twego pochodzenia dzieło
Choć od czyiś ojców, na to trzeba czasu.
Chwyć no Yngwie za lutnię i muzyki wpuść tu trochę,
Zaraz pieśń i jaką chórem zaśpiewamy:
Hey za lasem wróg raz z dymem puścił wiochę,
I wszystkich w pień wycięli chamy.
Czarci jednak rady już nie dali gdy poznali Zochę,
Ta zaś gwałtem ich wycięła, dasz wiarę kochany?
Hey! Hey! Czarci wzięła Zocha!
I pod górę dranie pięli sztandary wywieszać
Ojczyźnie swej chwalebne,
Jednak wicher bliźni zaczął lasem mieszać
Rzucając im na głowy młoty swe podniebne!
Hey! Hey! Młoty swe podniebne!
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Dodano: 2011-04-16 00:56
Do tańca tchnień kilka pieśń poderwała
Do kurzu miotełki ożywiła lutni melodia
Całości leśna dusza z cicha dyrygowała
Ot co, jakby porządek, ogarnięcia parodia
Ależ na cóż wydziwiać, wszak przewidział
Kostuch wzniosły sprzątalniczy pochód
Po nim miejsce zabiera słowienniczy wydział
Który to dopiero zbierze niezłych kart dochód
Wzniosłym naznaczeni trunkiem i tańcem
Głosimy pieśni i mantry, i tajemne treści
Wszystko to staje się żywym liter hulańcem
Niby posłańcem światu niosącym wieści
Do śpiewu dołącza się wiatr i rzeka
Ptaszyna już stroszy co lepsze piórka
Zewu tętent dłużej nie czeka
Budzi kolejnych, powiada Weny córka
Czy kłamie, czy prawdę fałszuje
Czy ona jakąś nadzieje buduje
Wszak gips i bandaż zewsząd odpada
Czy to na nowo budzi się forma
Czy to nie lśni nowych iskier fasada
Wszak jeśli tak, tom temu bardzo rada
'trwający chaos poczeka, posłuchaj jak noc szepta'
Dodano: 2011-05-26 01:04
No! Wreszcie ład tu zapanował nowy
Jak świeża trawa na polu bitewnym
Wyrosła, wnet i zawitają żywe głowy
Choć nie do końca tegom pewny.
Niby przelewa się tu blask czystości
Zewsząd migocząc niczym diamenty
Dumnie, to jednak straszy wciąż nicości
Trup, w pustki szkielet owinięty.
W pieśni nasza siła porządku była
By i życie także tu przywróciła -
To jednak ta aura przemiła
Zbyt prędko i nagle się wyciszyła.
Kiedy w tym miejscu tak złośliwy
Los panosząc się rozgościł?
Jak ten chwast podle kąśliwy
Zamieszkać tu się rozochocił!
Nadejdzie jednak jeszcze dzień
W, którym w raz z wszelką istotą,
Abstrakcji przeminie koci cień,
A nowe pokolenia kurz jej wymiotą.
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Dodano: 2012-01-15 06:29
Znicz rozpalony duchy czytają
Słowo duszy pisane sobie
Niech umiera razem ze mną
Złożone w ogniu zagłady
Cisza która słyszy najbardziej
Echa niesione wspomnieniami
Nic Ci nigdy nie umyka
Choć by ostatnie bicie serca
Jak powiedzieć by już mnie znali
Co napisać by skryć tajemnice
Każda karta znaczona
przez krew i życie
Nie wstydzić się słów
Czyn to może hańba
Czytają, żyją, zapomną
A oni są koło mnie
Czekają znicz płonie
Dodano: 2012-01-15 13:30
Temat z cyklu "Zawał prof. Miodka" :>.
“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”
Dodano: 2012-01-17 12:11
| szarl napisał(a): |
| Temat z cyklu "Zawał prof. Miodka" :>. |
Jedyny w swoim rodzaju! Ale wierszem prosimy, wierszem :)
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Dodano: 2012-01-17 19:41
Jeśli coś się popsuło - poukładać trzeba.
Choć od słowa do czynu zazwyczaj przejść trudno
I początki niełatwe, to z pomocą nieba
Wszystko jest do zrobienia. Ostatnio tu nudno.
Ja tu tylko przelotem, kilka strof zapiszę.
Choć w krainie północy, dziś przykrytej śniegiem,
Ludzie raczej spokojni, preferują ciszę,
Nie chcą riffów miażdżących, swoim żyją biegiem.
Moja lutnia, jej wnętrze gwiazd światłem natchnione,
Im jest starsza tym lepsza - niczym dobre wino,
Prosi by zapisywać słowa weń stworzone,
Bo inaczej jej myśli na zawsze zaginą.
Lecz po kilku akordach czas schodzić na ziemię
I choć kusi co chwila by się z nią pobawić,
I jam ciekaw co jeszcze w moim duchu drzemie,
Trzeba jednak na później coś sobie zostawić.
od czasu do czasu warto wrócić do źródła
Dodano: 2012-01-17 20:52
yyyyy Yngwie, jam nie wiedziała, że z Ciebie taki poeta 
"Make Foch Not War" "Nic nie może się zmarnować"
Dodano: 2012-01-17 20:59
no patrz, a nawet Uniwersytetu Adama Mickiewicza żem nie skończył, hehe
od czasu do czasu warto wrócić do źródła
Dodano: 2012-01-20 01:54
W głowie co rzeczecie mi się kołysze:
Pijany płomień porusza na ścianie cienie
Któremu w tle lutni przygrywa brzęczenie
I oto kroki światła taneczne słyszę.
Knot-lalkarz na woskowym piedestale
Niczym noga rozkapryszonej baletnicy
Dyryguje fałdami wiotkiej spódnicy
I tylko powietrze zna jej ruchy doskonale.
Tyś Panie Grajek wpuścił tu nuty
Co rozpaliła taneczne odruchy
I niechaj żałuje każdy co głuchy
Że drętwymi pozostaję ich buty.
Hejże! Czemuż akordy chcesz oddalać?
Nuci, śpiewa, słowem śpiących cuci
A gdyśmy tak tańcem magi osnuci
Każe płomienie z nagła dopalać.
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Dodano: 2012-01-20 02:28 Zmieniono: 2012-01-20 02:46
Zostawić choć troche,może ukryć wszystko.
O Yagwie nie schóć z pielestału szybko.
Trzeba słowo prowadzić ,gdy muzyki nie ma.
Klaskać nikt nie będzie ,ale pisać trzeba.
Masz chęć wyrazić, Muza oddech daje.
Nie odrzucaj idei wyrazu,pisz,unieś dalej.
To historia obłędu, którą wypić trzeba.
Mam kartę w życiu ,gdy zabiła potrzeba.
Kiedyś pióro trzymałem, letkie uderzenie.
Słowo za słowe wzrastało, żadne to złudzenie.
Aime!, o Erato!, wzbiaj ponad ziemię.
Ty mi słowo powiesz, spełnie twe pragnienie.
Trumna się zamkneła, i poznałem inny świat.
Umysł go wytważał, żadnych wad i zalet.
Nudy tam nie było, o inszości sny.
Wtedy tego nie znałem, to był okres zły.
Nie winie już siebie, darem obwołany.
Bawiło mnie wiele, nieświadomości stany.
O prawdo jedyna, teraz znam ją z bliska.
To nie życie zdradziłem, skaza oczywista.
Życie mi zwrucili, teraz Boga chwali.
Świat znów zobaczyłem, coraz bardziej w oddali.
Może mnie leczyli, może coś zwracali.
Tak szcęścia pragnołem, jak warzywko na fali.
Ołowek był martwy, pióro nie pisało.
Klątw za klątwe rzucona, teraz nazwe chwałą.
Często patrze na nią, kartkę rysów pierszego życia.
Ja cię kiedyś dogonie, nie usłyszysz wycia.
Euterpe szepcze, słucha słowa Twego.
Pisząc nic nie tracisz, a dopinasz swego.
Dodano: 2012-01-20 15:13
| raffal777 napisał(a): |
| Życie mi zwrucili, teraz Boga chwali. |
Może i się czepiam ale razi mnie bardzo ten błąd ortograficzny choć czytało mi się dobrze.
Do wszystkiego trzeba dorosnąć.
Dodano: 2012-01-21 13:33 Zmieniono: 2012-02-21 15:00
To nie błąd, to dysgrafia
Nie wiesz w życiu, co wyprawi
Nie raz z siebie sam się śmiałem
Kilka razy wzrok chowałem.
Wielkie Dzięki, za te chwyt
Korekta ma, żaden zgrzyt
To technika mnie poprawia
W tedy w mordę, nie działała.
* * *
Płoneły karty własnego życia,
Dusza złamana do krzyża przybita,
Zpuściło to ciało, wzrok załamany,
Tam cały bruk, łzami usiany.
Nic nie zaleczy, szkarlatna rana,
Ból, niedowierza, miłość skazana,
Otchłań piekielna, oddechu nie było,
Czas się zatrzymał, serce wciąż biło.
Dzień już nie wstanie, odżyć się nie da,
Umrzeć jest prościej, by iść do nieba,
Moment udręki, czyn kochanego,
Konsana jadem, radość miłego,
Lilia wierności, zgwałcona została,
Róża uczucia, zgwałcona cała,
A był jedyny, a wziął ją siłą,
Ufała jemu,zdusił ją chwilą.
Zkrzywdzone kwiecie, nie błaga swego,
Mrok je ogarnia, nie chce niczego,
Własne pragnienia płomień gdzieś trawi,
Nie wszystkie winny, czas naprawi.
I powiedz Boże,sędzio prawdziwy,
Kto dziś zapłaci za takie czyny,
Bo, jeśli szala, już zaważyłą,
To przebaczenia, zbrodnią by była.
* * *
Ciemność najmilsza, Twój puchar piłem,
Znam Twoje Córki, winien im byłem,
Jak je w końcu wreszcie poznałem,
To wiesz najlepiej, wierność obiecałem.
A o to, miłość była największa,
Przyjaźń rozumna, ta najzwyklejsza,
Żadnych wzbijania, pustych ideałów,
Wierność na zawsze, pełnych pucharów.
Córy bez słońca, gdzie wasze imię,
To ja odszedłem, zdradziecki zginie,
I nie ma słów, zniszczyłem tyle,
chciałem mieć więcej, nie ważne ile.
Czerni zwiastunie, Księżniczko cienia,
Życiem mi byłaś, prosto jak z nieba,
Kochanka serca, spełnienie ciała,
Wena na życie, wszystko mi dała.
Przyszłaś jak zwykle, gdy gwiazd promienie,
Ja już czekałem, lecz nie na Ciebie,
Wtuliłaś się szubko, by pragnąć życia,
Byłem okrutny, odepchnąłem siłą.
Samotność matka, ciągle błagała,
Nie masz niczego, ona kochała,
Ale te słowa były zamknięte,
Chciałem je słyszeć w innej piosence.
Prawda na prawdy, wino istnienia,
Dwa słowa znikąd, wszystko pozmienia,
Moneta na ręku, siła bliźniego,
Byłem z sakwą, wielbić naiwnego.
Szok to za mało, zgniło gdzieś bycie,
Głos mej odrazy, wypełzną nie skrycie,
Wegetacja nie zmienna, odeszły marzenia,
Życie bez sensu, otoczenie zmienia.
Blaski słońca lały na ziemie,
Piękne lato, moje nie wzruszenie,
Poczułem echa, piekło wstawało,
Coś szło ku mnie, me imię szeptało.
Długie godziny, dzień pierwszy minął,
Zasnąć nie chciałem, potępieni idą,
Nie wiem czy z dążyć zasnąć zacząłem,
Ciemność otchłani, wzrokiem ogarnąłem.
Strach, słowa czynu, Bez moc największa,
Zdrętwiały tkwię, zemsta gniewniejsza,
Ciska mną zjawa, sadyzm trwa,
Nie dam Ci siebie, przetrwania gra.
Ocknęło coś, telefon dzwoni,
Wskakuj do auta, czas nas goni,
Wir pracy, zapomnieć chwile,
Godzina po południu, słyszę swe imię.
Zaraz, zaraz, co dla mnie do,
Wiem co kroczy, zabawa ma,
Księga nie jedna, manuskrypt Dantego,
Karta umarłych, wizja siódmego.
Znam słowa których szatan słuchać nie może,
Diabeł od razu kończy swą mowę,
Oddech otchłani, znów na mnie gości,
Nie wzrusza się niczym, nie zna litości.
Co się więc dzieje, gdzie pryzmat życia,
Z czym ja zacząłem, targnienie bycia,
Może i często szydziłem z pachołków zła,
Wiem komu służę, pieczęć trwa.
Co to za siła, już za dnia zaczyna,
Moc horroru, pieśni zaczyna,
Oddech mi wrócił, życie cieszyło,
Noc przeszła, zjawy nie było.
Radością życia oczy płoneły,
otchłani ręce z pamięci nie zginęły,
Myśl jedna nie dawała spokoju,
Znam te wołanie, ale nie ze zwoju.
Anioł ciemności, tyś u mnie była,
Ależ Ty straszna, jaka nie miła,
Zemsta, ma dusza nigdy nie powie,
Znów żyłem marzeniami, tak że o Tobie.
Różo Mroku, przyjaźń wartości,
Skrzywdziłem ją, ona ciągle uczyła,
Wiem dobrze, co mi powiedziała,
Życie po życiu,kartą wierności.
Córko ciemności, znam Twoje imię,
Powiesz mi wszystko, jak życie minie,
Teraz na Tobie zawsze polegam,
Ty mnie, przed wszystkim przestrzegasz.
Huh! Namęczyłeś się Bracie! Mam tylko jedną prośbę, następnym razem edytuj swój post i dopisz do niego ciąg dalszy treści na przykład oddzielając gwiazdkami miast sadzić kilka postów pod rząd. Dziękuję za uwagę.
:)
MOD
Dodano: 2012-02-17 21:20
Nie ogarniam cóż się dzieje w tym, że wątku
Każdy biadoli z innego świata zakątku
Nikt nikogo nie słucha, każdy papla o niczym
Lud rymuje i myśli, iż to poetycki wyczyn(!)
A ja zaśpiewam o wróżce bez skrzydeł
Co mieszka w kopalni kolorowych mydeł
O tym, że jeden bezsens goni następny
i bla bla bla
...
ratunku!
------------------------------
Dialog wymaga przekazu
- informacja, sens i zrozumienie
Dialog to nie monolog
Dialog w poezji formie wymaga 'więcej'
raffal777 - wybacz, ale te Twoje wpisy są jak dla mnie totalnie oderwane od rzeczywistości tego wątku.
'trwający chaos poczeka, posłuchaj jak noc szepta'
Dodano: 2012-08-16 12:54
˜˝̈́‡˝ Krzyż ValtorI ˜‡ ̈́˜
Stanęło wielu, życia zagłady.
Wiatr ucichł, słowami zdrady.
Krew w moim ciele, już prochem jest.
Śmierć niosłem sobą, dalej przerażenie jest.
Rzeka Krwi moja znaczy, siła w mym bracie,
ostrze śmierci, wbij bezlitośnie,- kat litośnie.
Nie zbliżaj się granic mojego życia,
Valtori strach sieje za życia.
Drogę wybrałem, ciągle nią kroczę,
nie znam litości, ogień roztoczę,
nigdy nie patrzę, obraz za siebie,
śmierć to dla mnie, jest wyzwolenie.
Zemsta za życia, zemsta na niebie.
Prosto do celu, prosto do Ciebie.
Drogę pokarze mi śmierć dana,
Bóg nie wybacza- Valtori znana.
To Topór uderzył, podsyć płomienie,
słowa mówione, wzbija marzenie.
Ja nie dojdę do celu mego,
Bracia Valtori’’ doszli dlatego.
Znam czyn za czynem, Bracia wskazali.
Dojść do tej prawdy, nie na chwały.
Zabrali życie, inne dawali,
ogień trawi wszystkie ofiary.
˜˝‡˝˜
Dodano: 2012-09-15 20:18
Brak mi słów. Cudowne.
I'm dying, I hope you're dying too....
Dodano: 2012-09-15 22:38 Zmieniono: 2012-09-19 19:26
Brawo, po prostu brawo. Obowiązuje tu jednak wysoka kultura języka i jest mi przykro jeśli potrzebujesz mieć tego typu zasady NA PIŚMIE. Tego typu utwory wrzucaj na prywatnego bloga albo do szuflady, a nie tutaj. Każdy następny tego typu "występ" będę usuwać.
MOD.
Niepuszczone baki cofaja sie do mozgu i stad sie biora posrane pomysly... :P
Dodano: 2012-10-10 21:00
| corpsex napisał(a): |
| Brawo, po prostu brawo. Obowiązuje tu jednak wysoka kultura języka i jest mi przykro jeśli potrzebujesz mieć tego typu zasady NA PIŚMIE. Tego typu utwory wrzucaj na prywatnego bloga albo do szuflady, a nie tutaj. Każdy następny tego typu "występ" będę usuwać.
MOD. |
Ooo matko jak tu powaznie...
Niepuszczone baki cofaja sie do mozgu i stad sie biora posrane pomysly... :P