Rzadko się słyszy o zespołach pochodzących bezpośrednio zza naszej południowej granicy. O formacji Wayd słyszałem kiedyś, przy okazji poszukiwań formacji grających muzykę pod Cynic, czyli techniczny death metal. Mój apetyt był więc duży, kiedy w moje ręce wpadł "Ghostwalk". Pierwsze dźwięki płyty rozwiały jednak nadzieje o choćby namiastce talentu legendarnych Amerykanów.
Wayd jawi się bardziej jako zubożała kopia Martyr, zupełnie pozbawiona mocy i dobrych pomysłów. Jedyną godną uwagi rzeczą jest wykorzystanie instrumentów dętych, choć ich rola jest także symboliczna. Kapela próbuje się zapędzać w rejony jazzowe, ale bardziej brzmi to jak smooth-jazz, stąd nawet te motywy nie są dobrze zaakcentowane. Ciekawym zabiegiem jest wieńcząca płytę, inna aranżacja utworu "Second Sunrise", gdzie obszernie wykorzystano elektronikę, a utworowi nadano bardzo kubański charakter. Ale to i tak zdecydowanie za mało, aby uratować ten album.
Wayd okazał się dla mnie rozczarowaniem. Zazwyczaj staram się znaleźć nawet w słabych krążkach jakieś pozytywy, ale to wydawnictwo nie dość, że jest nijakie, to jeszcze słabe. Nie wiem do kogo może być adresowany ten album, gdyż jest zwyczajnie nudny i bezpomysłowy. Moja ciekawość odnośnie tego zespołu została zaspokojona - szkoda tylko, że wywołała "podkówkę" na mojej twarzy.
Wydawca: HROM (2007)