Twórczość Devina Townsenda nigdy mnie nie przekonywała. W zasadzie od momentu, gdy usłyszałem jego wokalizy na "Sex & Religion" Vai'a wyczuwałem, że koleś ma nierówno pod sufitem i lubi zniekształcać rzeczywistość. Ani wczesne płyty SYL, ani twórczość solowa, ani jedyne wydawnictwo ze Stevem Vai'em nie przekonały mnie do twórczości tego artysty.
Mógłbym powiedzieć, że jest to pierwsza chronologicznie płyta tego muzyka, która mnie w pełni przekonała. Zasadniczym jednak problemem tego wydawnictwa jest intensywność tej muzyki, oraz fakt, że w pewnym momencie odnosi się wrażenie, że skończyły się pomysły i odgrywane jest to co było trzy kawałki wcześniej. Ładniej można to nazwać graniem na jedno kopyto, lub tego samego. Oczywiście tak nie jest, choć trzeba przyznać, że Townsend zdecydowanie zawęził formułę, a to niestety nie jest dobre dla blisko godzinnego albumu.
Tracklista:
01. Imperial
02. Skeksis
03. Shitstorm
04. Love?
05. Shine
06. We Ride
07. Possessions
08. Two Weeks
09. Thalamus
10. Zen
11. Info Dump
Wydawca: Century Media Records (2005)