Powrót mrocznych chłopaków z Anglii - "In Requiem". Mnóstwo reklam - powrót do korzeni i inne slogany ... hmm. Nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, bo to nigdy nie wychodzi. Po zapoznaniu się z zawartością krązka można powiedziec, ż eczasy "Icon" minęły bezpowrotnie, ale ... Paradise Lost przypomniało sobie co to jest mrok.
11 utworów, 45 minut muzyki - momentami trochę się dłuży. To nie jest już ta jakość co "Icon", nie jest to tez krążek tak zapadający w pamięć jak bardzo dobry "Symbol Of Life". Z drugiej strony - jest to najbardziej klimatyczny album, od czasów "Draconian Times", który powinien budzić najmniej kontrowersji spośród wszystkich albumów formacji wydanych od tamtego czasu.
"In Requiem" nie jest czymś fenomenalnym, ale jest wystarczająco dobry, aby móc go z przyjemnością posłuchać. Paradise Lost zrobił swoje, nagrał krązek lepszy od poprzedniczki, skutecznie odświezył swój styl i chwała im za to. Nikt chyba już się nie łudzi, że Paradise Lost powalą czymś odkrywczym - najlepsze lata zespół ma raczej za soba i cieszy sam fakt, że kapela trzyma swój poziom.
Wydawca: Century Media Records (2007)