Bez wątpienia jest to jedno z najbardziej oczekiwanych wydawnictw metalowych tego roku. Tym większa jest ciekawość, gdyż z zespołu wyrzucono Tarję Turunen, która ze swoim operowym głosem była znakiem firmowym Finów. Pomijając dyskusje, czy Tarja była rzeczywiście dobrą wokalistką w swojej kategorii, trzeba przyznać, że nadawała muzyce Nightwish oryginalności. Tym razem do zespołu zwerbowano Anette Blyckert Olzon znaną z takich zespołów jak Disdain czy Alyson Avenue.
Najważniejsze są jednak zmiany w samej muzyce - a tych jest trochę. Przede wszystkim "Dark Passion Play" to bardzo symfoniczny album, ale w zupełnie innych wydaniu niż "Once" czy "Century Child". Skojarzenia moje biegły w stronę Therion czy przedostatniego krążka Dimmu Borgir. Wydawać by się mogło, że w takiej stylistyce ciężko jest stworzyć przebojowe melodie, a tu niespodzianka! Dostaliśmy krążek pełen prostych, ale porywających melodii, które okraszone są naprawdę energiczną muzyką. W tej warstwie bliżej jest nawet Nightwish do hard rocka niż do tego co grali dotychczas. Słyszymy generalnie zupełnie inną motorykę, zdecydowanie mniej powermetalowej sieczki, pojawiają się skromne, ale niezłe solówki, a same utwory mają nawet progresywną nutę. Wystarczy przytoczyć jako przykład otwierający krążek, 13-minutowy "The Poet And The Pendulum" czy zamykające płytę 2 siedmiominutowe "7 Days To The Wolves" oraz "Meadows And Heaven". W tych 75 minutach muzyki znalazło się miejsce na nieco balladowe brzmienia jak choćby wspomniany "Meadows And Heaven", "For The Heart I Once Had" czy przesłodzone "Eva".
Oczywiście są na krążku momenty, gdy jest mniej ciekawie, a nawet słabo ("Eva", "The Islander"). Mimo to trzeba przyznać, że "Dark Passion Play" jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Nie jest to może tak dobry krążek jak "Oceanborn" czy nawet "Wishmaster", ale bije na głowę dwa ostatnie wydawnictwa zespołu. Nie mam wątpliwości, że jest to dobry album. Pytanie tylko jak starzy fani zareagują na niego, gdyż muzyka odbiega nieco od tego co Nightwish grał dotychczas. Więcej tu hard rocka niż symfonicznego, neoklasycznego power metalu. Warto jednak przesłuchać krążek, zanim wyda się pochopny osąd.
Wydawca: Spinefarm Records (2007)