My Dying Bride szybko wyrośli na ikonę doom metalu. Takie krążki jak "Turn Loose The Swans" oraz "The Angel And The Dark River" na trwałe wpisały się do historii i nawet "zaledwie" dobry "Like Gods Of The Sun" nie podważył wizerunku Anglików. Ale takiego albumu chyba nikt się nie spodziewał po My Dying Bride. Niby to ten sam zespół, a jednak coś się nie zgadza.
Wydaje mi się, że większym problemem tego albumu nie jest jego eksperymentalny charakter, ale raczej to, że krążek nie trzyma równego poziomu. Bardzo dobre pierwsze utwory, ale im bliżej końca tym mniej ciekawie. Mimo wszystko, uważam że jest to i tak ciekawsze i lepsze wydawnictwo niż choćby "Like Gods Of The Sun" czy "Songs Of Darkness, Words Of Light". Odważny eksperyment, w którym zespół potrafił się odnaleźć świadczy o klasie zespołu i nawet jeśli My Dying Bride nagrywało lepsze płyty, to ten jest zdecydowanie niedoceniony.
Wydawca: Peaceville Records (1998)