Wydrapują ze mnie
potwora
rozkładający się cień
ciągną w przepaść
zasłaniając zagrożenie
Zmęczenie pochłania
pokłady nadziei
w porcelanowych twarzach
co tylko mi
wydają się obskurne
Palce marionetki
wyskubują dźwięki
ze ścieżek żył
by po chwili
zamknąć w pozytywce
ciężki ton krzyku
Rzeźbią ze mnie
samotne posągi
dla ozdoby zachcianek
sprzeciw posyłam
do grobu
by łatwiej było odejść