Kamień bezdźwięczny, nicością okryty, bezduszny leży w samotności głuchej, widnieje wśród jasności, chorą mgłą umyty i skamieniały spoczywa w ciszy bezszumnej. Zestarzały, umrzeć w swym ojcostwie zapragnął! Zmarszczki na jego twarzy starym cieniem krwawią... Przed swoim grobem na cześć śmierci stanął, chcąc oddać swoją marność piekielnym otchłaniom. Patrzy nienawistnie w słońce, które krwią płonie, a ku niemu karety z mrokiem nadpływały. On z uśmiechem do nich uniósł blade dłonie i wyrwał się z jego gardła wrzask skamieniały! Zbudził się kamień z marzenia sennego, a przed nim cisza i żywot bez imienia. On, skazaniec, nie ujrzał piękna odwiecznie ciemnego... Okrył się błaganiem, z deszczu chłonąc cierpienia. Jego policzki na wieki skłonnością się okryły - w płaczliwości skonał pod wierzbą kamienną. Łzy jego ciało w czarny diament przemieniły, a mrok jego blasku okrył słońce powłoką ciemną. 06. 06 2004 Dla Jacka i Sylwii Kamińskich
Autor: SebastianPost
Zaakceptowane przez: Angaria
Wysłano: 42