Jeśli lubisz przestrzenne ("toolowe") brzmienia, przypominające skargi wydawane przez potępione dusze, które rozchodzą się wsród pustych ścian skutego lodem piekła, to wiedz, że ta płyta jest dla Ciebie.
Cechą charakterystyczną materiału zamieszczonego na płycie jest dość specyficzna gra instrumentalistów. Już dawno nie słyszałam muzyków, którzy tak zgodnie ze sobą współpracują, tworząc linie melodyczne, które ścierają ich indywidualność jako osób obdarzonych różnorodnymi temperamentami. Członkowie zespołu nie prowadzą między sobą pojedynków na dźwięki, ich gra jest raczej dialogiem, wspólnym tworzeniem muzycznego monolitu, który służy za tło popisom wokalnym lidera grupy.
O ile instrumentaliści są nieco niewidoczni, to frontman zespołu jest osobą "zapamiętywalną" i bardzo wyeksponowaną. Thomas, bo tak ma ów gentelman na imię, to wizytówka zespołu, człowiek, dzięki któremu muzyka grupy nabiera charakteru i stylu.
Jego sposób śpiewania przypomina nieco manierę Jamesa Maynarda Keenana bądź Jimmy'ego Gnecco - Thomas preferuje długie, wyciągane czystym głosem frazy. Muszę przyznać, że początkowo jego wokal mnie drażnił - podczas słuchania jego popisów wokalnych wydawało mi się, że muzyk jest narcyzem, rozkochanym we własnym głosie i śpiewa tylko po to by się nim porozkoszować. Na szczęście po kilku przesłuchaniach to wrażenie mija i zastepuje je akceptacja przyjętej przez grupę stylistyki.
Podsumowując - "The Smel Of Life That Could Have Been" to wydawnictwo godne polecenia, choć nie wybitne. W mojej ocenie należy mu się 8 na 10 punktów.
Wydawca: MSI Music (2006)