Sieć www - „wszechnica wiedzy wszelakiej” – jak twierdzą niektórzy. Tej
potrzebnej i tej niepoważnej. A, że nawet w śmietniku trzeba znaleźć
sposób by się poruszać, to z pomocą przychodzą wyszukiwarki. Takie jak
najpopularniejszy choćby Google, czy nowe dziecko twórców googla: Cuil.
Wszystkie
wyszukiwarki mają jedno zadanie: sprawić, by znajdowanie informacji
było celne, szybkie i łatwe. I jest. Za łatwe. Nie trzeba nawet
dokładnie wiedzieć, czego się szuka. Wystarczy fraza lub kilka luźno
skojarzonych wyrazów, by przeglądając wyniki w krótkim czasie trafić na
to czego potrzeba.
Dostępność informacji stała się tak oczywista, że pytania odsyłamy tekstem „wygooglaj sobie”. Nie zadajemy pytań, bo każde pytanie stało się głupie.
Do dobrych rzeczy człowiek szybko się przyzwyczaja, na dodatek prognozy podają, że w 2010 roku wśród użytkowników Internetu będą dominować ludzie gorzej wyedukowani. Już klaruje się grupa, którą śmiało można określić hasłem: „Google idiots” – ludzi świetnych w wyszukiwaniu i praktykowaniu komend: kopiuj, wytnij, wklej. Ludzi gadających, paplających, bezmyślnie tłukących w klawiatury i produkujących kilometry rozmów na komunikatorach i strony miałkich dyskusji na forach. Nic od siebie, bo przecież w sieci wszystko już było. Po co się wysilać? Nie zastanawiają się nad tym, co zostawiają po sobie w morzu www. W końcu tożsamość łatwo zmienić a „jeśli czegoś nie ma w Google to znaczy, że to coś nie istnieje”.
Przykre to, ale mam nadzieję, że za 10-15 lat „ludzie renesansu” z prawdziwego zdarzenia nie dołączą do dinozaurów, a przeciętny użyszkodnik sieci znaczenia słowa „erudycja” nie będzie sprawdzał w internetowym słowniku.