Nowa płyta Dream Theater... Jest pewna grupa ludzi, wydaje się, że nawet niemała, która z zapartym tchem czeka na każdy następny krążek tego giganta progresywnego grania. Tak, znane są opinie innych, że Dream to już teraz tylko (albo od zawsze) przerost formy nad treścią, wypala się, nie ma pomysłów, kopiuje samych siebie. Myślę jednak, że po cichu także i ta grupa czekała na to jak będzie brzmieć nowy album, po zmianie serca każdego zespołu, mianowicie zastąpienia garowego Mike’a Portnoy’a przez jego imiennika Mangini’ego.
Cóż, album ten jest nawet łatwy w odbiorze ze swoimi powracającymi do mody ciężkimi fragmentami, ale też chwytliwymi refrenami. Jednak jak to w wypadku wielu płyt bywa, również innych wykonawców, potrzeba przesłuchać całość kilka razy, aby go w pełni docenić. Dla wielu będzie on zbyt monotonny, nudny ze względu właśnie na tą podniosłość, niewyróżniający się, bądź po prostu kiepski, trudno nie każdemu, rzecz jasna, musi się taki zamysł twórcy podobać. Mimo wszystko myślę, że warto go mieć w swojej kolekcji płyt.
Tracklista:
01. "On The Backs Of Angels" 8:4202. "Build Me Up, Break Me Down" 6:5903. "Lost Not Forgotten" 10:1104. "This Is The Life" 6:5705. "Bridges In The Sky" 11:0106. "Outcry" 11:2407. "Far From Heaven" 3:5608. "Breaking All Illusions" 12:2509. "Beneath The Surface" 5:26