Znając poprzednią płytę zespołu można było się domyślić, że kolejna będzie próbowała jeszcze mocniej akcentować elementy industrialne. Nikt jednak się chyba nie spodziewał, że do takiego stopnia. W tym momencie należy więc zaznaczyć, że recenzja ta jest pisana przez osobę, która nigdy nie była w Łodzi i z industrialem ma niewiele wspólnego, ale zna za to twórczość Danzig.
Początkowy szok jaki przynoszą pierwsze utwory idzie szybko przezwyciężyć. Nie wiem czy można porównywać ten album do poprzednich dokonań zespołu, gdyż to już jest zupełnie inna muzyka. Z punktu widzenia zatwardziałego fana, zapewne ten album by mi się nie spodobał - ten industrial jest naprawdę przytłaczający i niełatwy w odbiorze. Nie jest to też chwytliwe granie - płyta raczej stara się wykreować tłamszący słuchacza nastrój. Z drugiej strony od strony kompozycyjnej niewiele można mu zarzucić - w gruncie rzeczy dostaliśmy zaledwie jeden zły utwór, choć też próżno tu szukać kawałka, który mógłby zostać klasykiem. Płyta skierowana jest raczej do wytrawnych znawców i entuzjastów industrialu, choć myślę, że warto posłuchać i przekonać się, jak muzyk, który przez lata pałał się hard rockiem poradził sobie z nowym wyzwaniem.
Tracklista:
01. 7th House
02. Blackacidevil
03. See All You Were
04. Sacrifice
05. Hint Of Her Blood
06. Serpentia
07. Come To Silver
08. Hand Of Doom
09. Power Of Darkness
10. Ashes
Wydawca: E-magine (1996)